Google+

KRASICZYN – PEREŁKA RENESANSU

DSC_0363

Krasiczyn wielu osobom kojarzy się z przepięknym zamkiem – podkarpacką perłą renesansu. Skojarzenie to jest całkowicie słuszne, gdyż bez owej magnackiej rezydencji wieś Krasiczyn – niegdyś miasto – stałaby się bladym majakiem trwającym jedynie w pamięci okolicznych mieszkańców i historyków. Zamek jednak dumnie stoi po dzień dzisiejszy i stanowi ważny przystanek na mapie turystycznej Podkarpacia. Ja jednak nie potrafię patrzeć na niego wyłącznie przez pryzmat informacji zapisanych przez badaczy historii, gdyż w moich wspomnieniach Krasiczyn to najpierw wieś położona nad Sanem, to początek trasy spływu pontonowego, miejsce biwakowania, romantyczne spacery, a dopiero później sam zamek. Tak to już bywa kiedy mieszka się w pobliżu dostojnego zabytku i wiedzie się całkiem normalny żywot dziecka czy nastolatki.
Pierwsze wspomnienia związane z Krasiczynem to niekompletne migawki z dzieciństwa. Wakacje któregoś tam roku, sierpniowy (bo była już kukurydza) poranek, przejście z autobusu do przeprawy promowej i mozolne pompownie pontonów: dużego dla pasażerów i małego (kupionego na przemyskim stadionie od obywatela ZSSR), w którym ulokowana był żywność. Zamku wtedy nawet nie widziałam, bo i po co? Celem wycieczki był spływ pontonem z Krasiczyna do Przemyśla. Gdy więc mój tato uporał się z nadmuchaniem naszego pomarańczowego środka transportu, odbiliśmy od brzegu i tyle Krasiczyn widziałam.
Po kilku latach pojawił się i zamek. Dziś to wątły obraz przedstawiający podupadłą, zagrzybioną budowlę położoną w szarym (jesiennym) parku. Zapamiętałam tylko, że zamkiem zarządzała FSO, czyli ci od Polonezów.
Potem była jeszcze szkolna wycieczka z zamkiem w tle, bo przez dziurę w murze przechodziliśmy na okólnik, na którym można było za odpowiednią opłatą przejechać kilka okrążeni na grzbiecie znudzonego i arcy cierpliwego konia. Pod zamek nawet nie podchodziliśmy – oblężenie przez uczniaków z podstawówki dotyczyło kładki na Sanie i budki z goframi. Do dziś, kiedy zdarza mi się przejeżdżać z Krasiczyna w kierunku Korytnik, tęsknym wzrokiem wodzę za ową budką, w której wypiekano najlepsze gofry na świecie!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

DSC_0364
W okresie studiów przyszedł w końcu czas na zamek, ale w roli tła upiększającego romantyczne spacery z przyszłym Panem Małżem. Było też wesele koleżanki (wspaniałe jak dla księżniczki), gdzie zamek (poza funkcją lokalu) odegrał rolę w inscenizacji krasiczyńskiej legendy.

DSC_0296
Otóż o północy, kiedy rozbawieni goście wylali się na dziedziniec w poszukiwaniu pieczonego prosiaka nadziewanego kaszą, na wieży zegarowej pojawiła się niewyraźna biała postać. Zjawa przemknęła między krużgankami, a wśród tłumu rozległ się głos przewodnika, który donośnym, pełnym przejęcia głosem oznajmił nam, iż właśnie ukazała się nam Bielica. Rzekomo to duch jednej z Sapieżanek, która nie chcąc poślubić niekochanego mężczyzny, rzuciła się z owej wieży i teraz, od czasu do czasu ukazuje się gościom przybyłym na zamek.
Nasze widziadło rzecz jasna nie było prawdziwą zjawą, ale legendy podają, że faktycznie duch panny w rodu Sapiehów pokazuje się w ważnych momentach. Ponoć działo się tak, gdy trzykrotnie ludność odparła ataki banderowców.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

DSC_0373
Im człowiek starszy, tym bardziej zwraca uwagę na otoczenie, docenia piękno i sztukę, zaczyna poszukiwania w historii, tak więc w końcu renesansowa perełka zachwyciła i mnie. Uwielbiałam spacerować z wózkiem po zamkowym parku podziwiając olbrzymie dęby i lipy wytyczające aleje i kolejne narodziny w rodzinie Sapiehów. Dla upamiętnienia przyjścia na świat potomków męskich sadzono dęby, księżniczkom darowano lipy. Każde z zasadzonych drzew oznaczano kamieniem z imieniem dziecka i datą jego urodzin. W ten sposób powstało niezwykłe żywe drzewo genealogiczne, które można podziwiać po dziś dzień.
Odwiedzając park staram się również przejść aleją w kierunku ruin potężnych murów, za którymi stoi niepozorny, zaniedbany dom – miejsce współczesnych legend i niedomówień.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

DSC_0379DSC_0380
Kocham widok arkadowego mostu prowadzącego do bramy wjazdowej, który jeszcze niedawno bajkowo odbijał się w wodzie i bardzo żałuję, że zbiornik ów został osuszony.

DSC_0305DSC_0323

DSC_0324DSC_0316
Jakaś magia panuje na dziedzińcu, kiedy przechodzi się między arkadami i podziwia przepiękne sgraffittia, gdzie przedstawiono m.in. popiersia cesarzy rzymskich, postacie polskich królów, świętych, przodków Krasickich i sceny myśliwskie. Lubię zarówno spokój panujący na dziedzińcu w dni powszednie, jak i gwar panujący tam w sobotę poprzedzającą Wielkanoc, kiedy to wierni spotykają się na święceniu pokarmów.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

DSC_0378DSC_0339DSC_0350DSC_0349DSC_0290
Ale najbardziej w krasiczyńskiej siedzibie urzeka mnie widok czterech baszt ukazujących porządek panowania w chrześcijańskiej Europie. Są to baszty Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka (Rycerska) reprezentujące sprawowanie władzy przez Boga, papieża, króla i stan szlachecki. Baszta Boska została otworzona dopiero niedawno, gdyż wymagała gruntownego remontu ciągnącego się latami. Podobno jednak przed wiekami w komnatach gościnnych Baszty Papieskiej nocował nuncjusz papieski Cosmos de Torres, który miał właśnie w Baszcie Boskiej wręczyć miecz poświęcony przez papieża, starającego się skłonić Polaków do wzięcia udziału w wojnie z Turkami.

DSC_0415
O samej historii zamku, jej właścicielach i dziejach na przestrzeni lat pisać nie będę. Publikacje dotyczące krasiczyńskiego palazzo in fortezza można znaleźć zarówno w tradycyjnych wydaniach książkowych, jak i na stronach internetowych i redagowali je ludzie znacznie bardziej zaznajomieni z tematem. Moim celem było przedstawienie kilku wspomnień i całkowicie subiektywnych wrażeń związanych z miejscem wielkim, a znajdującym się tuż obok. Żałować mogę jedynie, że mam ich w sumie tak niewiele oraz że wiedza na temat jest znikoma. Oczami wyobraźni widzę jednak współczesny (i wielce realny) obraz koni trenujących na torze wyścigowym niedaleko zamku, który przecież istniał za Leona Sapiehy po 1910 roku.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Google Translate

  • 79,100 VISIT

Archiwum

MAPS

%d bloggers like this: