Google+

MESSEMBRIA

Kiedy dojrzalsza część Sabatówki przygotowuje się do wyprawy na Czarny Ląd, my wakacje w zasadzie możemy już wspominać.

DSC_2260 (Kopiowanie)

Tym razem rzuciło nas tam, gdzie w latach ’80 lądowali wszyscy – do Bułgarii. (Mnie rodzice oczywiście nie wzięli, tylko zostawili u dziadków, gdzie przesiadywałam na wiklinowym fotelu pod telefonem w oczekiwaniu na głos mamy. Potem nie chciałam z nimi wracać do domu.)

Mieliśmy szczęście znaleźć czyściutki, rodzinny hotelik „Pinkovi” (przeciwieństwo kolosów spod znaku All Inclusive) położony nad samym morzem, w odległości 1,5 km od Ravdy (zagłębia polskich turystów) i 2 km od Nessebaru.

DSC_1175 (Kopiowanie)

DSC_1187 (Kopiowanie)

DSC_1247 (Kopiowanie)DSC_1218 (Kopiowanie)

Czyściutka, niewielka i piaszczysta plaża w zasadzie nie była zatłoczona ze względu na ograniczoną ilość miejsc, morze – w przeciwieństwie do Bałtyku – zachęcało do pływania wysoką temperaturą, a plażowicze ze Wschodu nie oburzali się przy byle chlapnięciu wodą. No i jedzenie…. Jeśli ktoś założy, że schudnie podczas pływania w morzu (Małż miał ambitne plany biegać co rano, ale prawie zawsze zasypiał), a jednocześnie zdecyduje się na kolacjowanie w miejscowych restauracjach, na pewno poniesie sromotną klęskę (jak my). Bułgarzy gotują wyśmienicie. Codziennie przeżywaliśmy rozterki ślęcząc nad menu lokalnych knajpek, bo wszystkiego chciało się spróbować. Na pierwszy rzut więc grillowane czuszki, jakieś krewetki bądź kalmary, a potem ryba czy mięsa? I jeszcze sałatka, i duża ilość wina (najlepiej miejscowego, a każda restauracja posiadała inne).

DSC_1936 (Kopiowanie)DSC_1934 (Kopiowanie)

A na koniec błogostan oraz  poczucie ciężkości, które trzeba by czymś zbić (Winkiem? – pytała kelnerka patrząc w nasze rozmarzone oczy). I tak ponownie nie udało się zapanować nad hedonizmem.

DSC_1518 (Kopiowanie)

Nie bylibyśmy sobą nie uzupełniając nadmorskiego lenistwa zwiedzaniem. Zaintrygowani reklamą rezydentki zdecydowaliśmy się zwiedzić Sozopol. Teoretycznie miał być równie piękny jak Nessebar, ale tylko teoretycznie. Niewątpliwie zaletą miasteczka jest mniejszy ruch turystyczny, jednak zabudowania nie są się aż tak czarujące jak wpisanego na listę UNESCO Nessebaru.

DSC_1618 (Kopiowanie)DSC_1655 (Kopiowanie)DSC_1657 (Kopiowanie)

DSC_1713 (Kopiowanie)DSC_1467 (Kopiowanie)

Dodatkową atrakcją miał być rejs (jak się okazało 20 minutowy) po rezerwacie przyrody Ropotamo. Niestety tylko żółwie zdawały się nie reagować na turystyczne łódki, ale przecież nie tak łatwo zobaczyć żółwia w naturze.

DSC_1578DSC_1559

Miał być też rejs powrotny wodolotem, co najbardziej cieszyło Quśmix’a, ale wodolot w rzeczywistości okazał się katamaranem.

DSC_1780

Rozczarowani wycieczką? Nie do końca. Tak, jeżeli ktoś się nastawia na 110-procentowe spełnianie obietnic organizatora. Jeżeli pojechalibyśmy sami zahaczając o dodatkowe atrakcje, pewnie patrzylibyśmy na wszystko łaskawszym wzrokiem. Większy niesmak pozostawia nieodgadniona, retoryczna kwestia, dlaczego to tyle kosztuje, skoro biura nastawiają się na drobne odbiegnięcia od planu?

DSC_2222 (Kopiowanie)

Za to sami w zasadzie codziennie włóczyliśmy się po starej części jednego z piękniejszych miast w jakim przyszło mi być. Uwielbiam Nessebar (dawna Messembria) z jego witającym turystów wiatrakiem,

DSC_2209 (Kopiowanie)DSC_1956 (Kopiowanie)

kobziarzem, który od lat niezmiennie dmie w kobzę u bram miasta

IMG_0488 (Kopiowanie)

lub wygrywającym na mandolinie (czy podobnym instrumencie strunowym) skoczne melodie pseudo szeryfem.

IMG_0843 (Kopiowanie)

Kocham go za port,

IMG_0340 (Kopiowanie)IMG_0325 (Kopiowanie)IMG_0374 (Kopiowanie)DSC_1274 (Kopiowanie)

wąskie uliczki, drewniane zabudowane balkony (spuściznę po ponad tysiącletnim panowaniu Imperium Osmańskiego na tych terenach), murki ogradzające ogródki i wylewające się z nich zielone liście figowców, winogron oraz jaskrawe kwiaty milinu.

DSC_1285 (Kopiowanie)DSC_1300 (Kopiowanie)DSC_1309a (Kopiowanie)DSC_1415 (Kopiowanie)DSC_1409 (Kopiowanie)DSC_1419 (Kopiowanie)DSC_1378 (Kopiowanie)DSC_1388 (Kopiowanie)DSC_1373 (Kopiowanie)DSC_1463 (Kopiowanie)DSC_2203 (Kopiowanie)DSC_2171 (Kopiowanie)DSC_1976 (Kopiowanie)DSC_2010 (Kopiowanie)

IMG_0888 (Kopiowanie)IMG_0859 (Kopiowanie)

Nawet znaczne tłumy turystów błąkających się po miasteczku nie sprawiają wrażenia tak uciążliwych jak na zakopiańskich Krupówkach. Wszyscy z rozmarzeniem przenikają z miejsca w miejsce jakby czas się zatrzymał i nic ważnego poza chwilą obecną nie istniało. Głodnych w gościnne progi zapraszają restauratorzy, spragnieni mogą skorzystać z jednego z licznych źródełek, zmęczeni –  przysiąść na schodkach, ławeczkach, murkach. Można tak siedzieć i wpatrywać się w grę słonecznych promieni wędrujących po zabytkowych murach cerkiewek lub po ciemnobrązowych ścianach domostw. Quśmix wybierał akurat aktywne poznawanie zabytków, ale i to można robić, i nikt nikogo nie przegania, a zniszczenia wydają się być mniejsze niż na naszych chronionych obiektach.

DSC_1401 (Kopiowanie)DSC_1859 (Kopiowanie)DSC_1426 (Kopiowanie)DSC_1438 (Kopiowanie)DSC_1462 (Kopiowanie)DSC_2111 (Kopiowanie)DSC_2063 (Kopiowanie)

Gdzieniegdzie trafia się na galerię oferującą obrazy i grafiki miejscowych artystów lub na stoisko z ręcznie dzierganymi koronkowymi obrusami i firanami.

IMG_0315 (Kopiowanie)DSC_1705 (Kopiowanie)

Przy tym wszystkim całe miasteczko przesiąka zapach grillowanego jedzenia, morza i przede wszystkim róż, z których olejku produkuje się tu całą gamę kosmetyków. Nigdzie nie pachnie tak mocno różami jak właśnie w Nessebarze! Tak było dziesięć lat temu, jest teraz, było zapewne znacznie wcześniej i miejmy nadzieję, że będzie również w odległej przyszłości.

DSC_1345 (Kopiowanie)DSC_1344 (Kopiowanie)

Krok za krokiem wędrowaliśmy więc między zabudowaniami gasząc pragnienie lodowatą wodą, wdychając magiczną atmosferę miasta, delektując się  śródziemnomorskimi kolorami i żałując, że to tylko parę dni. A przecież chciałoby się krzyknąć za doktorem Faustem „Chwilo, trwaj!”. Szepczę więc sobie pod nosem „Trwaj”, lecz Mefisto mnie nie słucha. Dziś muszę zadowolić się zdjęciami i wspomnieniami.

DSC_1968 (Kopiowanie)

Ale kiedyś wrócę, jak do Xani, Ravenny, Rzymu, Krakowa, Wenecji, Florencji, Aptery, Pragi,  Wrocławia, … – wrócę na pewno!

DSC_2269 (Kopiowanie)

Google Translate

  • 80,385 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

MAPS

%d blogerów lubi to: