Google+

DZIKA AFRYKA: SLONIE, HUTA I WARIATKI

5

16 października 2016 - autor: SABATOWKA

dscn6888a

Wizja siebie samej gnającej przez busz z instrukcją w jednej ręce, a słownikiem w drugiej, uciekającej przed rozwścieczonym słoniem („Pamiętaj, trąba do góry oznacza, że jest wściekły, ale i tak nie masz szans, na pewno cię dogoni i rozdepcze. A jak wskoczysz na drzewo to je złamie i cię rozdepcze.” – poucza nasz opiekun) sprawia, że przysięgam nie wchodzić słoniom w drogę.

 – Kto przyjechał do Afryki powinien przynajmniej dotknąć buszu – oświadcza z namaszczeniem Paweł, po czym aranżuje nam pieszą wycieczkę po Hlane. Bladym świtem meldujemy się karnie na miejscu zbiórki. Tylko my – reszta turystów smacznie sobie śpi w swoich zamkniętych domkach. W końcu są na wakacjach. Rolę niańki pełni znowu wesoły Tamalu. Jedziemy do najbezpieczniejszej części parku, zostawiamy samochód i wędrujemy. O tej porze busz jest szaro-brązowo-zielony i ta barwa znakomicie maskuje jego mieszkańców. Zdradza ich nieostrożny ruch lub bystry wzrok Tamalu.

dscn6881a

Tu mała dygresja. W okresie jesiennym nasze stado koni często usiłuje znaleźć inne, lepsze pastwiska. Celuje w tym Szara, która potrafi rozłożyć na części każde, nawet elektryczne ogrodzenie. I wiele razy, w każdą pogodę zdarza się nam wędrować po śladach naszych miłych koni, aby sprowadzić je na łono rodziny, to znaczy do stajni. Cóż, w ten sposób nauczyliśmy się je tropić.

Toteż, kiedy Tamalu zaczyna uczyć nas rozpoznawania śladów, zyskuje całkiem pojętnych uczniów. Kiwa głową z pochwałą, kiedy NzM odróżnia na pierwszy rzut oka ślady żyrafy od śladów antylopy. Ale nie to budzi największą aprobatę Tamalu i sprawia, że zwraca się do NzM „Sir” skłaniając głowę z szacunkiem. Otóż potrafimy bezbłędnie i całkiem sprawnie otworzyć zamek zabezpieczający turystów w samochodzie. Wielkie mi rzeczy! Widać nigdy nie podróżował Żukiem. Tamalu zaznajamia nas ze zwyczajami nosorożców, pokazuje, gdzie nakładają na siebie maseczki z błota, wyjaśnia, jak określić dietę zwierzęcia i jaki ma ona wpływ na jego zachowanie. Tłumaczy, jak zorganizowano wodopoje w parku, opowiada legendy ludu Swazi. Na koniec przyklęka i patyczkiem dotyka małego lejka w piasku. Natychmiast wyskakują dwie żuwaczki i łapią patyk. Tamalu wyciąga przyczepione dość paskudne stworzenie, oświadcza: „End of lion” i czeka aż przetłumaczę nazwę. O cholera! Nie potrafię! Ale osypujące się ziarenka piasku w lejkowatym domku stworka budzą jakieś skojarzenia. No jasne! Dziecinna książeczka „Pięcioro dzieci i coś”.

-Mrówkolew – oświadczam dumnie.

Nasz przewodnik pieczołowicie chowa larwę w jej domku – pułapce, a ona natychmiast rozpoczyna prace remontowe.

Jeszcze tylko opowieść o drzewie zwanym „język bawoli”, które pomaga duszom tragicznie zmarłych odnaleźć drogę do domu i wracamy.

-Thank you, Sir! – zwraca się Tamalu do NzM mimo, że to ja wręczam mu napiwek.

Zbieramy się do Johannesburga. Paweł niezmordowanie tkwi za kierownicą, nam kleją się oczy na tylnym siedzeniu. Po drodze zahaczamy o hutę szkła w Ngwenye. To niezwykłe miejsce stworzone zostało przez szwedzką rodzinę. Huta zbankrutowała ale wyuczeni pracownicy w liczbie czterech odtworzyli ją od nowa. Wszystkie cudowne wyroby powstają z butelek zbieranym w różnych zakątkach Swazilandu i stanowią duży zastrzyk finansowy dla wielu rodzin.

dscn6916

Stoimy sobie na galerii  patrzymy na przebieg produkcji. Pracownicy poruszają się z gracją, jak w tańcu, bez zbędnego pośpiechu i niepotrzebnych przerw. Jest w tym jakaś radość, coś, co bezpowrotnie odeszło z naszych zakładów pracy wraz z nadejściem ery kart zegarowych, menagerów i monitoringu. Jeden z dmuchaczy zerka na nas, wykonuje kilka dmuchnięć, kilka lekkich ruchów szczypcami i już unosi w naszą stronę szklana głowę słonia.

dscn6914

W Johannesburgu spotykamy Jaśka i Paulinę – następnych uczestników konnej części rajdu. Stamtąd lecimy do East Landon, gdzie ma czekać na nas samochód z Mouth Bay i następne cztery osoby – wszyscy z Anglii. Wsiadamy i jedziemy na Dzikie Wybrzeże. W busie panuje grobowa cisza. Dziewczyny wyglądają na typowe Brytyjki z seriali filmowych o życiu arystokracji, urodzone w siodle, wysportowane i spędzające cały czas na powietrzu. Pasażerka siedząca obok kierowcy prowadzi z nim swobodna rozmowę, najpewniej o problemach ranczerów w RPA a ja nic z tego nie rozumiem. „Wyjdę na idiotkę. To będzie koszmar!”

A oto relacja Justin. (tej obok kierowcy) z tego samego okresu zdobyta w dwa dni później:

„W busie grobowa cisza. Ci Polacy będą najprawdopodobniej rozmawiać tylko ze sobą. Ta młoda dziewczyna (Paulina) jest taka elegancka! Będzie przebierać się co chwilę. Rozmawiam z tym Burem za kierownicą, ale nie rozumiem, co on odpowiada. Nie potrafię przestać gadać. Wezmą mnie za idiotkę. To będzie koszmar!”

 

Reklamy

5 thoughts on “DZIKA AFRYKA: SLONIE, HUTA I WARIATKI

  1. goldenbrown pisze:

    Ale Was wywiało daleko..!:)) Fajna opowieść:)

  2. maszynagocha pisze:

    Fajna wyprawa. Życzę Wam, żebyście zobaczyli jak najwięcej. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 81,802 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: