Google+

DZIKA AFRYKA

2

21 września 2016 - autor: SABATOWKA

dscn6816

No to znowu wyruszamy na wakacje życia. Tym razem z opiekunem i organizatorem – Pawłem. Pierwsza część Warszawa – Dubaj. Na lotnisku i w samolocie NzM oraz Paweł dyskutują zawzięcie o maszynach latających. Wygląda to mniej więcej tak:

– O spójrz, to maszyna z British Airline lub Emirates. Ma nowatorskie rozwiązania silnika/ skrzydeł.

I w tym momencie Paweł ochoczo informuje nas kiedy i gdzie dana część się zepsuła i w jakim procencie przyczyniła się do znanej katastrofy lotniczej.

Lecimy nocą, więc czas mija szybciej. I nagle na te ciemnej pustyni feeria kolorowych pulsujących świateł. To Dubaj. Migoczą też statki na morzu i małe wysepki otaczające miasto. Zbudowany na jednej z nich hotel w kształcie skrzydła zobaczymy wracając.  Światła w samolocie przygasają, żarzą się tylko niebieskie gwiazdeczki na suficie, a na ekranie pojawia się widok oświetlonego pasa startowego. Z ciemności dobiega mnie szept Pawła:

– Jeszcze musi trafić w ten pas…

Potem tylko skok Dubaj – Johanesburg – Durban i już jesteśmy na miejscu.

Nasz fundusz jest dość ograniczony, wiec Paweł całą drogę odmalowuje ponury obraz nieciekawego jedzenia i skromnych hoteli żeby przygotować nas na ewentualne niewygody.

Do hotelu docieramy wieczorem. Jest dwugwiazdkowy i mieści się na słynnej Złotej Mili.

Rozglądam się po świeżo wyremontowanym wnętrzu w stylu lat 60-tych, wypasionej łazience i zastanawiam się, jak też wyglądają pięciogwiazdkowi sąsiedzi.

Wspaniałą kolację jemy w hinduskiej restauracji za naprawdę niewielkie pieniądze. Rano budzi nas szum oceanu. Od dziś przez dwa tygodnie będzie nam towarzyszył. Fale załamują się parę metrów od naszego balkonu, na nich jak kaczki unoszą się surferzy oczekujący na tę jedną, odpowiednią. Wyłapują ją, klękają na desce, zgrabnie wstają i już dumnie wyprostowani płyną do brzegu.

Po brzegu zaś paraduje mnóstwo wycieczek szkolnych ustrojonych w mundurki. Dzieciaki są zadziwiająco grzeczne, część z nich podskakuje i tańczy. Na schodkach wiodących na plażę podskakują i tańczą korpulentne panie, więc i ja podskakuję i tańczę biegnąc na molo. Tam pląsając dołącza do mnie ciemnoskóry, szpakowaty dżentelmen.

– Tu jest pięknie! Dzieci nie chciały mnie puścić, ale warto było! – mówi.

To, że przejechałam pół świata nie robi na nim wrażenia.

– Każdy powinien to zobaczyć – stwierdza i odchodzi, a raczej pląsa dalej.

dscn6734

Na wschodzie, zza zębatych krawędzi chmur wyglądających jak górskie szczyty pokazują się pierwsze promienia słońca. Udajemy się na objazd Durbanu piętrowym autobusem i oczywiście wdrapujemy się na samą górę. Trochę gorzej słychać tu przewodnika, ale Paweł siedzi obok i uzupełnia informacje. Najbardziej w pamięć zapadły mi ogromny port, ratusz, wspaniały, wiktoriański zegar, piękny hotel będący niegdyś przybytkiem rozkoszy i oczywiście pomnik konnego jeźdźca, który (jeździec) dokonał mniej więcej tego, co Jan Skrzetuski. Wymknął się z oblężonego Durbanu i po miesiącu sprowadził odsiecz przemierzając na swym niesamowitym koniu szmat kraju. Myślę, że warunki meteorologiczne miał znacznie trudniejsze od bohatera spod Zbaraża. Nie pomijamy również stadionu zbudowanego z okazji Mistrzostw Świata w piłkę kopaną.

dscn6737

Zaraz po wycieczce Paweł ładuje nas do wypożyczonego samochodu. Z przyczyn tkwiących w dalekiej przeszłości nasz opiekun bardzo nieżyczliwie odnosi się do Land Roverów. Wyraża się o nich źle lub bardzo źle, w najlepszym wypadku zgryźliwie. Po afrykańskich bezdrożach podróżować będziemy więc Toyotą Land Cruiser. Na początku udajemy się do krainy Wet Land, do rezerwatu St. Lucia.

dscn6740

dscn6746

dscn6747

dscn6789

Po drodze spotykamy coraz ciekawsze znaki drogowe.

dscn6772 dscn6775

Dojeżdżamy do malowniczego miasteczka i pierwsze co widzimy to rodzina hipopotamów wesoło pluskająca się w wodzie, a naprzeciwko, na platformie jednakowo odziana w ubranka moro i uzbrojona w lornetki grupa turystów. O dziwo wszystkie lornetki skierowane są w górę, na wierzchołki drzew. To łowcy ptaków. Zaliczają je tak, jak obecnie pokemony.

dscn6751 dscn6753

My tymczasem udajemy się do naszej gospodyni, aby się zakwaterować, a potem na wycieczkę do rezerwatu, gdzie o zachodzie słońca posilamy się kupionymi po drodze ananasami. Wieczorem kolacja w świetnej knajpce. Już zmęczeni wracamy ciemną, afrykańską nocą do domu. Paweł opowiada nam o czarnej mambie, szarżujących nosorożcach i słoniach przechadzających się po okolicy. Sporo wspomina też o rekinach wpływających w ujścia rzeki (niektóre mogą pomieszkiwać zarówno w słonej jak i słodkiej wodzie). Ale my spotykamy tylko trzy koty. Rankiem mamy okazję dokładniej przyjrzeć się naszej kwaterze i otaczającemu ją ślicznemu ogródkowi. W każdym pokoju Biblia. Według obowiązującego prawa „jeżeli nie masz dostępu do duchowego wsparcia, możesz odmówić zapłaty za nocleg”. Nasza gospodyni oferuje tzw. „Bed & Breakfast”. To bardzo wygodna oferta, zwłaszcza dla takich z niewielkim budżetem. Śniadania w stylu angielskim są obfite i pozwalają dotrwać do późnego popołudnia. Właścicielka stoi nade mną z kartką w ręku i ani myśli słuchać, że ja na śniadanie to tylko kawę.

– A jajka?  – upiera się. – Musisz zjeść jajka! Tylko czy omlet, czy jajecznicę? No i jeszcze bekon, frytki, owsiankę i grzyby!

– Co?! Naprawdę nie chcesz grzybów?! Musisz zjeść! I sałatkę owocową, i jogurt, i tosty…

dscn6754

Na murku przysiada trzy popielate małpki w oczekiwaniu na przysmaki. Zgodnie z zaleceniami przewodnika nie dostają nic, więc ojciec stadka wykrzywia się obrzydliwie do NzM i dumnie odmaszerowuje razem z rodziną. My też, bo czeka nas przejażdżka płaskodennym statkiem po rzece St. Lucia.

 

Reklamy

2 thoughts on “DZIKA AFRYKA

  1. VISNIA pisze:

    Super. Tak trzymać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 84,416 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: