Google+

RAJD MAJOWY PO JURZE – FOTORELACJA

Dodaj komentarz

3 lipca 2016 - autor: MIŚKA

DSC01744 (Kopiowanie)

Koniec kwietnia był zimny. Zbliżający się weekend majowy nie zwiastował 30-stopniowych upałów zwłaszcza, że za oknami padał śnieg z deszczem, a kaloryfery w domu były nienaturalnie ciepłe jak na tę porę roku. Trudno, słowo się rzekło, zaliczkę wpłacono i nastał czas pakowania plecaka. Bagaż miał być lekki, ale jak nie zabrać drugiej pary bryczesów, kiedy te pierwsze mogą nie mieć szans na wyschnięcie? Płaszcz przeciwdeszczowy to w ogóle waży tonę, a jeszcze buty, woda, aparat… – i sto kilo na plecy gotowe. Ponownie usuwam zbędności i nadal jest ciężko. Pocieszam się, że większość tego ciężaru będę maiła na sobie lub przytroczone do  siodła.

Pozostaje kwestia dostania się – no właśnie, gdzie? Chwytam za słuchawkę i dzwonię do organizatora. Uprzejmie pytam o adres w Łącku, gdzie zaczyna się drugi etap rajdu, a w odpowiedzi słyszę, że już nie w Łącku, bo grupa właśnie przekroczyła Wisłę i w zasadzie jeszcze nie wiedzą, gdzie się zatrzymają, ale żebym się nie martwiła. Mam zadzwonić w przeddzień wyjazdu. No więc dzwonię. Głęboki, sympatyczny głos Imić  Rymarowicza prosi o telefon po 22, gdyż jeszcze jadą do „gdzieś”. Po 22 nikt nie odpowiada. To jak do cholery mam dojechać na miejsce?! Gdzie jest owo miejsce?! Telefon. W słuchawce odzywa się nieznany głos, który informuje, że zabierze mnie na rajd, tylko musimy się jakoś spotkać. Pada na Sanok.  Moim osobistym kierowcą, kurierem, wybawcą z kłopotu, czy też dostarczycielem jest Olek zwany Saszką, syn znajomego, jednocześnie przyszły zięć Rudego. Ale jak teraz wygląda chłopczyk, który w moich wspomnieniach biegał po stajni w Rokszycach w krótkich gaciach?

DSC_0418a (Kopiowanie) DSC01735 (Kopiowanie)

Najdroższy Małż odwozi mnie do Sanoka, Olek (już nie chłopczyk) zawozi na miejsce docelowe, do Kaniówki, a Adam Rymarowicz wkłada do ręki szklankę pełną Tokaju. Lubię Tokaj, ale mam wrażenie, że zaraz wypadnie mi z rąk. Czemu jest tak zimno? Szczękam zębami, siadam przy stole i myślę jak wskoczyć do piecyka, na którym Janko grilluje karkówkę. Po kolacji z rozgrzewającą nalewką z malin wszyscy lądują przy piecyku. Do śpiwora pakuję się tak, jak jestem ubrana, wyjątkowo zdejmując buty, choć przechodzi mi przez myśl, że może to błąd.

DSC_0462 (Kopiowanie)

Rano dołączają dziewczyny ze Szczecina – Gośka, Kaśka i Wiolka. Razem stanowimy bandę „Siedmiu Wspaniałych” lub jak kto woli „bandę Rudego”.

DSC_0398c (Kopiowanie)

DSC_0399c (Kopiowanie) IMG_0251a (Kopiowanie)

Pierwszy wyjazd ma charakter miejscowy. To czas na poznanie koni. Przydzielono mi srokatą Kenię, z którą od teraz mam tworzyć zgrany team. Gospodarz zabiera nas w teren, by pochwalić się przepiękną okolicą z malowniczymi kanionami i porozsiewanymi na ścieżkach wapieniami.

DSC_0281 (Kopiowanie) DSC_0277 (Kopiowanie)

IMG_0027a (Kopiowanie)

Słońce rozprasza poranny chłód, staram się nie myśleć o pracy i pozytywnie nastawić się do kolejnych dni rajdu. Już są pierwsze plusy: Kenia okazuje się spokojną i zrównoważoną klaczą, no i nie pada deszcz, który tak uparcie towarzyszył pierwszemu etapowi. Wieczorem jednak powraca niska temperatura i już nie jest mi tak dobrze.

DSC_0353 (Kopiowanie)

Gosia i Piotrek Kaniowie serwują nam obfite śniadanie i wypuszczają w trasę. Jadę w zasadzie na końcu – za mną niespiesznym krokiem podąża Apacz z Wiolą oraz Janko wiozący na wozie nasz cały dobytek i prowiant.

DSC_0417a (Kopiowanie) DSC_0401a (Kopiowanie)

Leniwie posuwamy się naprzód.

DSC_0301a (Kopiowanie) DSC_0299a (Kopiowanie)

IMG_0067 (Kopiowanie) IMG_0061a (Kopiowanie) DSC_0367 (Kopiowanie) DSC_0364 (Kopiowanie)

Podczas kolejnych dni dokujemy się w przeróżnych ośrodkach, a w każdym czeka nas miłe przyjęcie, smaczny posiłek i ciepłe łóżko. Aż tyle potrzeba żeby poczuć się komfortowo i docenić  możliwość skorzystania z toalety oraz prysznica.

IMG_0228a (Kopiowanie) IMG_0010 (Kopiowanie)

IMG_0032 (Kopiowanie)

W ośrodku Western Park przychodzi mi zmierzyć się ze „Szmatą Royal” (wszystko przez nicponia Saszkę) i poznać  muzykę wszelkiego rodzaju przy jednoczesnej degustacji wina na Jankowym wozie (przez Wiolę i Janka).

Stajnia Kontur to głośne strzelanie z bata, w którym bezkonkurencyjny okazał się Rudy, to stado różnych koni – w tym koników polskich, przejażdżka na Zahirze – młodym wielbłądzie, wspólne gotowanie makaronu z ziemniakami (pyszne!) przy świetle komórki i próba przełknięcia bananówki (zwanej inaczej naftówką) przywiezionej przez Tomka Z.

DSC_0329 (Kopiowanie) DSC_0327b (Kopiowanie) DSC_0317a (Kopiowanie) DSC_0307 (Kopiowanie) DSC_0304 (Kopiowanie)

Po drodze przeczołgujemy się przez Pustynię Błędowską, by niedaleko Ogrodzieńca Adam mógł przejść przeistoczenie w białogłowę, ba w końcu stać się nadobną „Jej Książniczkością”.

IMG_0137a (Kopiowanie) IMG_0129 (Kopiowanie)

DSC_0451b (Kopiowanie) DSC_0444a DSC_0437a

IMG_0153a (Kopiowanie) DSC_0362a (Kopiowanie)

DSC01799b

Jedna z przodowniczek osobiście pilnuje, by Jej Książniczkość wraz z orszakiem bezpiecznie opuściła ośrodek i dotarła na zamek Bąkowiec.

IMG_0174a (Kopiowanie)

DSC_0373a (Kopiowanie)

IMG_0172a (Kopiowanie)

Stamtąd ruszamy na podbój Bobolic, Mirowa

IMG_0189 (Kopiowanie)

IMG_0208 (Kopiowanie)

i najmniejszej szkoły w Polsce owładniętej duchem fantastyki i baśni rodem z Harry’ego Pottera oraz Hobbita.

DSC_0383 (Kopiowanie) DSC_0397 (Kopiowanie)

Na naszej drodze znajdują się też ruiny zamku Ostrężnik, które niestety znikają już w malowniczo porastającym je lesie.

DSC_0476a (Kopiowanie) DSC_0495 (Kopiowanie) DSC_0500 (Kopiowanie)

DSC_0412a (Kopiowanie) DSC_0506a (Kopiowanie)

Tak dojeżdżamy do Białego Borku, który stanowi ostatnią przystań dla etapu. Nasz orszak podejmowany jest iście po królewsku. I choć zmierzamy jeszcze do zamku Olsztyn, to jednak bliska obecność Częstochowy wzbudza w nas niejasne pragnienie skromności, do której zbytek wystroju i jadła jakoś nie przystoi. Adam twierdził nawet, iż pielgrzymujemy, acz nie jest to pielgrzymka AA. Wszyscy jej uczestnicy po dzień dzisiejszy uczciwie przyznają się do swojej tożsamości.

DSC_0448 (Kopiowanie)

DSC_0452 (Kopiowanie) DSC_0443 DSC_0436 (Kopiowanie) DSC_0434a

Mylnym byłoby wrażenie, że rajd to jedynie przemieszczanie się na grzbiecie konia oraz spożywanie trunków różnego pochodzenia. Otóż nie. Może i nie towarzyszył nam zapach perfum Armaniego, a fryzury straciły na świeżości, jednak dysputy od samego początku oscylowały pomiędzy medycyną i najnowszymi zabiegami medyczno-kosmetycznymi a sztuką Beksińskiego, fotograficzną i rzeźbiarską – wszystko zaś przeplatała postapokaliptyczna nutka z niemałym udziałem świń oraz Buki.

DSC_0385 (Kopiowanie)

IMG_0092a (Kopiowanie)

Towarzyszyła nam muzyka Nohawicy, Sabatonu, przeboje lat 60-80, ale nic nie przebije artystycznego wykonania „Lube – kon”.

Aż żal, że nie nagrałam „Rudego i Przyjaciół” (tzn. Marcinka) podczas śpiewu, bo żadna wersja umieszczona na YouTube nie jest tak pełna ekspresji jak właśnie Panów Przodowników.

Cóż więcej z rajdu? Trudno powiedzieć po dwóch miesiącach od powrotu. Myśli kołatało mi się multum, czas je nieco uporządkował, lecz i emocje przygasły. Zdjęcia opowiedzą same, reszta pozostanie w domyśle czytelników i wspomnieniach rajdowiczów. Niewątpliwie rajd konny jest to przeżycie, którego trzeba, wręcz należy doświadczyć osobiście.

IMG_0058a (Kopiowanie)

IMG_0080a (Kopiowanie)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 80,338 VISIT

Archiwum

MAPS

%d blogerów lubi to: