Google+

HUBERTUS W OSRODKU WRTC FURIOSO

Dodaj komentarz

8 listopada 2015 - autor: MIŚKA

DSC_0227

Jako, że  3. listopada przypada dzień św. Huberta, nastał czas świętowania dla jeźdźców i myśliwych. Choć sami w tym roku nie organizujemy gonitwy za lisem, żeńska część Sabatówki zawitała w gościnnych progach Ani i Aleksa Jarmułów panujących miłościwie w Starych Żukowicach. Hubertus był to nie byle jaki, gdyż gospodarze obchodzili dwudziestolecie istnienia ośrodka WRTC Furioso.

Przybyli liczni goście, którzy w ciągu minionych dwóch dekad odnaleźli u Jarmułów radość, spokój, zabawę, siebie, a nawet (i tu zacytuję) „miłości z iście brazylijskich seriali”.

DSC_0170

DSC_0176

DSC_0182

DSC_0326

Świętowanie rozpoczął gospodarz prezentacją jeźdźców, a później…

Później nastąpiła lekcja historii i aż żałowałam, że nie mogłam pokazać takiej podczas omawiania zwycięstwa Jana Karola Chodkiewicza pod Kircholmem.

DSC_0226

DSC_0251

DSC_0252

DSC_0253

DSC_0254

DSC_0273

DSC_0288

DSC_0375

Na plac wjechała Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, a kasztelan Karol Bury zaczął snuć opowieść o ataku hetmana na wojska Szwedów. Kawalerzyści odziani w zbroje, z proporcami w rękach, pokazywali elementy musztry we wszystkich tempach i czapkę z głowy chylę przed tymi, którzy również tak potrafią. Prezentację zakończył Aleks Jarmuła łączący umiejętność  władania szablą z reiningiem.

DSC_0386 DSC_0410 DSC_0424

Sama pogoń za lisem odbyła się poza ośrodkiem, na niewielkiej polanie położonej pomiędzy złotymi brzozami. Pośrodku zapłonęło ognisko, jeźdźcy ustawili się w szeregu, wychylili strzemiennego, zabrzmiała trąbka i… ruszyli.

DSC_0489

DSC_0490

DSC_0496

DSC_0508

DSC_0504

DSC_0525

DSC_0550

Choć głównym zagrożeniem dla lisa była amazonka, która w pełnym galopie deptała mu po piętach (czy może kopytach), to jednak trofeum zerwał jeden z rycerzy i tym samym zakończył pogoń.

W programie był jeszcze pokaz szermierki, ale z tego punktu zrezygnowałyśmy. I nie dlatego, że władanie białą bronią nie jest dla bab, bo każda z nas zdrowo potrafi przymaścić choćby patelnią. Powód był znacznie bardziej prozaiczny – dystans do pokonania prze nasze konie… mechaniczne. Ucałowawszy na pożegnanie Zmarzlinka, ruszyłyśmy ku wschodnim rubieżom Rzeczypospolitej, ku Sabatówce.

Imić Aleksandrowi Jarmule, alias pułkownikowi Wołodyjowskiemu (przepraszam, ale właśnie z tą postacią kojarzy mi się odkąd ujrzałam go w szkarłatnym stroju z szablą w ręku) oraz szanownej jego małżonce Annie (a może Baśce) dziękujemy za mile spędzony czas.

DSC_0462

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 84,623 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: