Google+

CO NOWEGO W SABATOWCE…

Dodaj komentarz

30 sierpnia 2015 - autor: MIŚKA

IMG_5077 (Kopiowanie)

W Sabatówce dzieje się wiele i niewiele zarazem. Czas pędzi i brakuje wolnych chwil żeby usiąść do klawiatury.

Wzięliśmy się za bary ze sobą i zaczęliśmy trenować jazdę. Przed pierwszym treningiem, pełni dumy, spodziewaliśmy się… – no właśnie niewiadomo czego. Potem każdy wsiadł na konia i pokazał co potrafi. I wszystkim nie wychodziło. Nasz trener – Pan Boguś Owczarek – twardo powstrzymywał histeryczny śmiech, załamywanie rąk oraz złośliwe komentarze (a raczej nam się należało) i spokojnie, metodycznie zaczął wskazywać błędy. Fenomenalnie ogarnął całą grupę, w której każdy jeździ w inny i w swój jedyny oraz niepowtarzalny sposób. Każdemu więc się dostało po trochę tak, żeby duma i miłość własna zeszły do właściwego poziomu. Męczy się tak z nami trener po dwa, trzy razy w tygodniu i chyba jest lepiej, bo jeszcze nie stwierdzono u Niego załamania nerwowego. Trzeba przyznać, że ów olimpijczyk z Atlanty znakomicie potrafi udzielać wskazówek nie przeładowując przy tym informacji, a i też nie wyręczając nikogo z nas w pracy z końmi. Zawsze znajduje czas na skomentowanie jazdy i nigdy nie zerka przy treningu na zegarek. Tak więc staramy się prowadzić konie „inteligentną ręką” i unikamy skarg, bo „cóż one kogo obchodzą”.

Prócz treningów zmienił się skład koni w stajni. Na tory wyjechały Marsylia oraz Alwani, który debiutował w lipcu na służewieckim torze. Przybyły nowe konie: Donia Zira urodziła ogierka (Don Diego lub Don Pedro) po naszym Zmarzlinku, drugiego ogierka dała Marita (Marakesz). Z Kozienic przyjechały ze źrebiętami dwie klacze: Badawah (Singspiel – Bint Albaadiya po Woodman) i Forza Varsovia (Hurricane Run – First Bank po Anabaa), których współwłaścicielami są panowie Robert Zieliński, trener Andrzej Walicki, Marek Boruta i Cezary Pogonowski. Wydaje się, że klacze i źrebięta już się u nas zadomowiły. Początkowo wzbudzały zainteresowanie u reszty stada, Szara ćwiczyła nawet stójkę prowadząc dokładną obserwację zza okna, teraz nie dają sobie w kaszę dmuchać i tak samo głośno jak reszta koni, dopominają się o swoją porcję jedzenia, które ma być PODANE WŁAŚNIE W TEJ CHWILI!!!

Były też wyjazdy do Warszawy na Derby i towarzyszące gonitwie spotkanie hodowców, trenerów oraz właścicieli koni.

W grafiku wyścigów pojawiło się także miejsce na Oaks – tym razem we Wrocławiu. Tam zaproszonych gości osobiście, w asyście pań, witał dyrektor Partynic – Pan Jerzy Sawka. Następnie tenże sam dyrektor wyjechał konno (nie trzeba chyba dodawać, iż również w pięknym otoczeniu amazonek), aby przywitać całą wrocławską publiczność przybyłą na tory. Jednak Ladies Day to już historia, a tak na co dzień…

Tak na co dzień: sianokosy, produkcja kiszonki, żniwa, prasowanie słomy, susza, chmara bąków, awaria ciągnika, tabuny meszek i inne przyziemności nadające rytm życiu – czy to w deszczu, czy w upale. W tym roku wyjątkowo w upale i totalnie bez deszczu.

Ale ja tu gadu-gadu, a czas zakasać rękawy, odpalić auto, osiodłać konia i „łydka, galop”.

IMG_5061 (Kopiowanie)

Tyle.

Ps. Zdjęcia A. Bielec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 84,623 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: