Google+

MAROKO – DROGA PRZEZ GORY

3

4 stycznia 2015 - autor: SABATOWKA

DSCN5676

Wyruszamy. Weterani wędrówki przez Gruzję twierdzą, że w porównaniu z drogą wiodącą do Tuszetii każda inna musi być autostradą i w ogóle ten Atlas to pestka.

DSCN5678

Nakazujemy kierowcy wyłączyć jakieś idiotyczne country (lubimy country, ale jesteśmy wybredni co do jego wykonawców) i przejść na klimatyczną marokańską muzykę.

Jedziemy. Za oknem około 1°C, deszcz, wiatr i pierwszy śnieg widziany w tym roku. W Afryce! Droga pnie się w górę, wije i kręci. Zaczynam czuć się, jakby to powiedzieć, … dziwnie.  Rozmowy cichną, Paweł zasypia, Maciek blednie, a Wojtek podejrzanie często otwiera okno. Najzwyczajniej w świecie dopada nas choroba morska. Później dowiadujemy się, że to bardzo częsta przypadłość na tej trasie. Nie jesteśmy wcale tacy wyjątkowi.

Gorączkowo łykam ślinę, a po głowie chodzi mi fragment powieści o kobiecie, która, cierpiąc na chorobę morską, wysiadła ze statku płynącego do Nowego Świata. „Tu zostanę” – oświadczyła. I tak się stało. Wyspa do dziś nosi nazwę „Zostanę”. Też mnie kusi. Krajobraz za oknem jest jednak zbyt niegościnny na osiedlanie.

DSCN5689

Tak dojeżdżamy do przełęczy Tiszka. Do szarych, nieprzyjaznych skał smaganych deszczem tuli się mała wytwórnia olejku arganowego. Tu następuje moje pierwsze spotkanie z marketingiem arabskim (lub berberyjskim). Nasz europejski ma się do arabskiego tak jak (parafrazując Sienkiewicza) „cynowa misa do miesiąca”. Nie planuję niczego kupować, ale to nie ma żadnego znaczenia. Już na wstępie jestem na przegranej pozycji. Przemiła przewodniczka (posługująca się biegle angielskim i francuskim) prowadzi nas przez wytwórnię pokazując poszczególne etapy produkcji. Kobiety w tradycyjnych strojach ściągają z orzechów pierwszą osłonkę na paszę dla bydła, drugą do spalenia lub wyrobu ozdób, wyciskają w kamiennej prasie olejek używany do gotowania lub w kosmetyce, wytłoki służą do wyrobu past do chleba. Wszystkiego można dotknąć i spróbować. Już po chwili jestem nakarmiona, mam zrobioną maseczkę i posmarowane balsamem ręce. Odzyskuję świetny humor, zakochuję się w olejku arganowym o zapachu grejpfruta i oczywiście kupuję. Jak wszyscy.

DSCN5707

DSCN5703

Po drugiej stronie przełęczy jest znacznie cieplej. Ze względu na duże, nieskażone cywilizacją obszary, dobrą, stabilną pogodę i niskie ceny Maroko jest rajem dla filmowców. Tu kręcono „Gladiatora”, „Hidalgo”, „Gwiezdne Wojny” i inne. Wzdłuż drogi ciągną się wytwórnie filmowe, stoją różnej wielkości atrapy piramid, sfinksów, rydwanów i statków kosmicznych naraz, co sprawia nieco surrealistyczne wrażenie.

Jedziemy wzdłuż doliny rzeki Draa i zatrzymujemy się na posiłek w restauracji „Pustynna Róża”. Po drugiej stronie rzeki widać ruiny ogromnego zamku. Można się dostać do niego przez most. Wydaje się on absurdalnie długi w stosunku do smętnej, błotnistej strużki wody płynącej suchym korytem. W tydzień po naszym wyjeździe rozszalała Draa wypełniła całe koryto, zabezpieczające ją kanały, pochłonęła też 30 ofiar.

W „Pustynnej Róży” kłębi się tłum turystów, Arabów i Berberów. Są i Tuaregowie w tradycyjnych strojach. Zasiadamy na miękkich poduszkach, jedzenie jest świetne, a Wojtek domaga się dokładki zupy. Otrzymuje ją, a po kwadransie kelner z szelmowskim uśmiechem na twarzy dostarcza mu jeszcze pół tuzina szaszłyków: „To dla ciebie, mój głodny przyjacielu”. Kiedy będziemy wracać opaleni, zakurzeni i wydawałoby się zupełnie odmienieni, na schodach „Pustynnej Róży” zatrzyma mnie pytaniem kelner: „Czy mój przyjaciel jest głodny?”.

DSCN5712

DSCN5717

Docieramy do Zagory. Domy, murki, ziemia – wszystko jednego, rudo – różowego koloru. Jeżeli riad w Marakeszu jest orientalną bajką, to ten w Zagorze jest baśnią z 1001 nocy! Każdy z nas ma osobny domek z tarasem na płaskim dachu, łazienką pełną pięknych orientalnych detali, a wszystko rozmieszczone wśród daktylowych palm i kwitnących krzewów.

DSCN5727

DSCN5722

Udajemy się na kolację i tam spotykamy naszych przewodników. To Abdul i Ahmed. Zaproszeni do wspólnego posiłku – odmawiają:

– Mamy Ramadan.

Ale nie z nami te numery:

– Teraz nie ma Ramadanu! – oświadcza Gośka – Globtroterka.

– A kiedy jest? – pytam szeptem.

– Nie wiem, to ruchome święto, ale nie teraz – odpowiada.

Lody pękają. Przewodnicy dopytują się o nasze umiejętności jeździeckie, upodobania kulinarne, kondycję… I jak samemu ocenić swoje umiejętności?! No to pokrzepiamy się łyczkiem wody ognistej, a Wojtek idzie pływać w basenie. Wrzucamy mu do wody telefon (bo podobno wodoodporny, no to z czystej życzliwości sprawdzamy) i idziemy spać. Jutro dostaniemy konie – według umiejętności…

DSCN5715

Advertisements

3 thoughts on “MAROKO – DROGA PRZEZ GORY

  1. Wojtek >JUNIOR pisze:

    . . .tak było ! ! ! , . . …………..

  2. SABATOWKA pisze:

    Z czystej ciekawości… Komórka nadal działa?

    • wojtek ,,JUNIOR" pisze:

      . .. .nie komórka , aparat foto. : Panasonoc , LUMIX ., interesu w tym nie mam , ale polecam . W termach w Uniejowie robił foty i filmiki pod wodą,w Afryce w burzę piaskową filmował ,nadal działa, jest ze mną na treningach i zawodach , fakty na moim kanale Y.T. , . . . .. …….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 80,338 VISIT

Archiwum

MAPS

%d blogerów lubi to: