Google+

DZIEN PIERWSZY – MARAKESZ

2

12 grudnia 2014 - autor: SABATOWKA

DSCN5637

Po wizycie na torach wyścigowych i noclegu u Irenki bierzemy kierunek na lotnisko w Modlinie.

Do sali odlotów wchodzimy bez kurtek i w lekkich butach. Wiadomo – lecimy do Afryki.

Reszta towarzystwa już jest. Czekają od 7:00 na początku długiej kolejki. Z nudów zdążyli już zadzwonić do Sabatówki, aby dopytywać się, gdzie u licha się podziewamy wprawiając naszą rodzinkę w lekką konsternację.

Samolotowa fobia wcale mi nie przeszła, więc strzygę uszami w kierunku pasa startowego łapiąc różne niuanse w pracy silników: „O, ten pilot to ma ciężką nogę… Nie daj Boże z nim lecieć” – myślę rozpaczliwie przeliczając szybciutko kilometry dzielące nas od afrykańskich wybrzeży oraz alternatywne sposoby dotarcia do celu. Ale ginąć w grupie jest łatwiej, lecieć też i oto już Bruksela.

Urzędnicy na lotnisku zadziwiająco wyluzowani i sympatyczni. Z uśmiechem rewidują nas na bramkach („O, nie masz stalek u biustonosza” – cieszy się umundurowana pani.). Luzacko podbijają karty pokładowe, luzacko sprzedają w strefie bezcłowej, a już najbardziej radośni są przy kasie. Fiskalnej oczywiście.

Jeszcze chwila i oto Marakesz. Wymarzona Afryka!

Na lotnisku leje jak cholera. Wszyscy w komplecie ładujemy się do samochodu i zostajemy przewiezieni do hotelu o wdzięcznej nazwie Riad Bahia Salam. Z zewnątrz wygląda skromnie, ale w środku – orientalna bajka! Restauracja mieści się na tarasie, obok basenu obecnie zalanego deszczem. Ale przez ten deszcz błyszczą płaskie dachy  Marakeszu, lśni legendarny minaret Kutubijja i słychać śpiew muezzina.

DSCN5641

Wyprawa na słynny plac Dżamaa al Fna nie udaje się – deszcz przepłoszył właścicieli kramów. (Mięczaki, taki deszczyk… Niech przyjadą do nas w listopadzie.) Pocieszamy się pyszną kolacją (marokańska zupa z ciecierzycy, kuskus i tadżin z jagnięciny z warzywami, no i słynna miętowa herbata). Wszystko pyszne!

„Jeszcze się wam te tadżiny znudzą” – mruczy zblazowany Adam, bo on już tu był.

Aby zapobiec ewentualnemu zatruciu dezynfekujemy się łyczkiem wody ognistej i pełni optymizmu idziemy spać do swoich komnat.

Jutro przekraczamy Atlas.

DSCN5639

Reklamy

2 thoughts on “DZIEN PIERWSZY – MARAKESZ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 84,416 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: