Google+

BYŁO NAS JEDENASCIORO…

8

5 grudnia 2014 - autor: SABATOWKA

maroko

Adam

Szef i organizator. W Marakeszu nabył oryginalny strój arabski i paradował w nim po mieście wzbudzając podziw tubylców. Chyba że okrzyki: „Ooch!” miały znaczyć coś innego. Targował się zajadle, potrafił wytargować nawet od Stwórcy burzę piaskową.

Gośka nr 1

Stworzona do noszenia orientalnych szat. Ta drobna kobieta ufnie przyznawała się do wykonywanego zawodu, co zaowocowało lawiną zarzutów skierowanych przez pozostałych rajdowców do sądownictwa. Broniła się dzielnie.

Jeżeli chodzi o rajd, to oczekiwała skorpionów, węży i min przeciwpiechotnych. Niestety, oczekiwań nie spełniono. Próbowaliśmy to jakoś jej wynagrodzić wykrzykując co chwilę: „Ooo! Gosia, zobacz, coś tam łazi! SKORPION!!!”

Gośka nr 2

Globtroterka. „Nasze usta”, bo mówi perfekcyjnie po francusku. Znienawidzona przez pseudo przewodników, gnała bowiem przez Marakesz z książką w ręku odrzucając wszelkie propozycje oskubania nas przez wyżej wymienionych. A jak stylowo wyglądała na rosłym siwku w zawoju na głowie, aparatem w jednej ręce, Beadekerem w drugiej oraz z dwoma telefonami…

Irenka

Najcichsza i najskromniejsza kobieta jaką znam. Świetnie jeżdżąca. Zawsze zadowolona, nawet, jeśli jej koń Bubu rozrabiał przy wodopojach i próbował ominąć kolejkę używając Irenki jako tarana. W różowej chuście wyglądała dystyngowanie, niczym sama Lady Hester Stanhope.

Paweł

Lotnik albo pilot – jak kto woli. Na dodatek pilot wojskowy. On też, nie przeczuwając zagrożenia (a powinien, jest szkolony w przewidywaniu niebezpieczeństw), przyznał się do wykonywanego zawodu. No to miał za swoje. Osaczony przez męską część rajdowców godzinami tłumaczył szczegóły budowy silnika, odrzutowca, Rosomaka,…, (nie chodzi o zwierzę) i zasady emisji spalin. Nie tracił przy tym cierpliwości. Przeciwnik parytetu kobiet – zwłaszcza w armii (wcale bym go nie żałowała, gdyby musiał tłumaczyć procedury lądowania we mgle, politykom na przykład. – *złośliwy przypis sekretarza).

Wiesiek

Kiedyś też człowiek mundurowy. Teraz mówi o sobie „szrociarz”. Przyznał się (bez przymusu) do prób (wielokrotnych, acz nieskutecznych) spowodowania wybuchu w podpalonym wraku samochodu. Męska część rajdowców bardzo bolała nad niepowodzeniami i długo debatowała, jakby tu osiągnąć taki piękny sukces. A może po prostu byli zazdrośni…

Wiesiek w orientalnym odzieniu wyglądał tak arabsko, że przez pierwsze dni zwracałam się do niego jako do przewodnika.

Wojtek – Junior

Już mniej więcej pół roku przed rajdem był jak generał przed bitwą, który widział zbyt wiele klęsk, aby coś zostawić przypadkowi. Odliczał każdy dzień i przypominał nam – łachudrom – o  upływającym czasie. Przed rajdem zapuścił brodę i przywdział groźne spojrzenie.

Marzena i Maciek

Z Marzeną razem galopowałyśmy po stubieńskich polach, razem wędrowałyśmy po górach Kaukazu, teraz razem łykałyśmy piach Sahary. Powiem jedno: zupełnie nie wiem, jak namówiła Maćka do udziału w tej wyprawie. Musi mieć swoje sposoby, które opanowała do perfekcji.

Kiedy jechaliśmy na rajd do Gruzji, Maciek oparł się naszym namowom, ale lojalnie obiecał zbierać na okup. Do Maroko pojechał, mimo że ostatnio jeździł konno jakieś X lat temu. Jego najlepsze hasło to: „Marzenko, nie pojadę tam z tobą (zwiedzać), ale cię pomszczę”.

Marzena, doskonała amazonka i właścicielka dobrego sprzętu fotograficznego, jest autorką niezłych filmów z naszych galopów po pustyni.

Maciek, mimo że dawno nie siedział w siodle, wciąż wskakuje na konia bez strzemion i potrafi podnieść czapkę z ziemi jak rasowy dzigit (zazdrość zżera mnie odkąd zobaczyłam tę scenę na Hubertusie w Stubnie jakieś trzydzieści lat temu, widzę, że będzie zżerać jeszcze długo – * przypis sekretarza). Przed Marokiem był na trzytygodniowym rajdzie motocyklowym, a jego guru to Ojciec Dyrektor.

No i my – Gośka i Heniek

Ja potrafię przeliczyć każdy pomysł na wakacje na konkretną kasę, udowodnić, że nas na to nie stać, a potem upierać się, że pojedziemy. NzM znosi to ze stoickim spokojem. Lata treningu robią swoje. No i jestem walczącą feministką i pacyfistką (to co, że to się wyklucza, pacyfizm następuje po krwawej, wygranej walce – * przypis sekretarza).

A NzM? Jak on wygląda na siwym berbero-arabie, z głową w białym turbanie… Jak szejk!

Postanowienia końcowe

Każdy rozsądny człowiek po analizie profilu psychologicznego dałby nam jeden dzień, no, góra dwa dni pokoju. Potem wróżono by katastrofę totalną, wojnę, którą w historii Maroka określano by mianem wielkiej. Ale nie. Bawiliśmy się wyśmienicie, a śmiechom i żartom nie było końca.

Jeśli któryś z szanownych rajdowców nie zgadza się ze swoim profilem, niech protestuje teraz lub zamilknie na wieki. Bo dalszy ciąg nastąpi…

Advertisements

8 thoughts on “BYŁO NAS JEDENASCIORO…

  1. goldenbrown pisze:

    Diamentowa i doborowa Jedenastka 🙂

  2. Lolanta pisze:

    Niezła ekipa 🙂 Ale wszystkim Wam należy się podziw za odwagę.

  3. . . .tak było ! ! ! S U P E R !!!, czekam na ciąg dalszy. . . ……..

  4. Where is this picture taken?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 80,338 VISIT

Archiwum

MAPS

%d blogerów lubi to: