Google+

STRACH MA RUDE OCZY…

Dodaj komentarz

17 Maj 2014 - autor: MIŚKA

DSCN5527

W Sabatówce, wraz z nadejściem cieplejszych dni wiosny, jeźdźcy pełni energii, zacięcia i pewności siebie ruszyli do boksów. Oczywiście, w zimie oraz w czasie pięknego przedwiośnia jeździliśmy konno, ale jakoś tak krócej, rzadziej… Jest na to wytłumaczenie: po prostu było mokro, a trawa dopiero reanimowała się po okresie spoczynku. Jazdy odbywały się więc w terenie.
Wraz z kwietniem i majem przyszła pora na placyk i „dydcypylinę’ (jak mawia jeden z młodszych członków rodu). Rozgrzewamy więc konie, siebie, ćwiczymy na dużych i małych kołach, kreślimy ósemki, spirale, kłusy ćwiczebne, wyciągnięte, bez strzemion, zagalopowania, itp., itd.
Każdy puszy się przed resztą jeźdźców, a potem pokornie schyla głowę, bo naturalną koleją rzeczy jest to, że chcąc się pochwalić, człowiek najczęściej coś sknoci. Ci, którzy nie zmaszczą, triumfują. Ale śmiejemy się z siebie i swoich błędów, rzucamy kąśliwe uwagi, na które pada równie cyniczna riposta i uśmiechamy się od ucha do ucha.
Naturalna jest też zmiana koni. Każdy z naszych wierzchowców jest na innym stopniu zaawansowania w treningu, każdy ma też inne atuty. Do rotacji wierzchowców już w zasadzie przywykłam, a ponieważ należę do tych bojących się zmian, sama się o nie staram walcząc przy tym z własnym konformizmem. Niemniej jednak są takie konie, które od dłuższego czasu mają jednego jeźdźca. Nie są straszne, ani nieujarzmione. Po prostu jakoś tak wyszło, że zawsze siadają na nie te same osoby.

DSC_0016

DSC_1388
Nigdy nie miałam okazji jeździć na Margerytce Gift Whiz. Tzn. okazje może były, ale nigdy o nie nie zabiegałam. Nawet do głowy mi nie przyszło, żeby siadać na „rudzielca”. Aż tu nagle, po jednej z jazd, ktoś rzucił żart: „To następnym razem na Kasztankę”. I tak poszło. Pół nocy nie spałam myśląc, że na pewno spadnę, że koń poniesie, że w ogóle nie wyjdzie ze stajni, a co gorsze, nie wpuści mnie do boksu, zabarykaduje się, nakryje kopytami, parsknie ze śmiechu i świętego oburzenia… Skąd te przypuszczenia? Szczerze mówiąc – nie wiem. Po prostu wyssałam je z palca, bo dotąd nie działo się przy klaczy nic złego. Strach przed nieznanym urasta jednak we mnie do rozmiaru szeregu, którego nigdy nie skakałam (w ogóle nie skaczę przez przeszkody). Urósł i tym razem, ale jak się powiedziało „A”, wypada rzec „B”. Z udawaną pewnością wsiadłam więc na „Pańskiego Konia” i…. I właśnie nic. Pojechałam też na niej w teren, po którym zsiadłam tak pełna dumy, że pękłabym z hukiem, gdyby ktoś przyłożył do mnie szpilkę.
Szpilka znalazła się dnia następnego. Zaserwowała ją sama Kasztanka. Choć nic złośliwego nie robiła, podczas jazdy wyraźnie odbierałam sygnały: „Dobrze, zrobię to, ale tylko dlatego, że jestem łaskawa, więc nie czuj się taka ważna”. A może to po prostu moje wydumane odczucie…? Co by nie powiedzieć, „Pańskie Konisko” okazało się dla mnie zupełnie strawne. W zasadzie – i muszę to napisać – jest wspaniałym, młodym koniem, który bez zastanowienia pokonuje kałuże, błoto, rowy, zwalone drzewa,… Siedzi się na niej jak w przysłowiowym fotelu, a galop to po prostu płynięcie w powietrznej przestrzeni. Kasztanka – z racji rozmiarów – pokonuje szybko duże przestrzenie, przy czym ma się uczucie, że wcale się jej nie spieszy.
Widać strach ma wielkie, a nawet rude oczy, jednak żeby go pokonać, musiałam wziąć go w swoje ręce i wydrzeć z własnej rudej głowy jak mlecz – z korzeniami. Potem można się puszyć choćby przed sobą samym. Tak więc nosy do góry, uśmiech na twarz, klatę wypiąć i – uważać na kopa w siedzenie.

DSCN5519

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 82,335 VISIT

Archiwum

%d blogerów lubi to: