Google+

DZIENNIK Z WAKACJI, CZ. IX

4

10 listopada 2013 - autor: SABATOWKA

https://sabatowka.wordpress.com/2013/10/31/dziennik-z-wakacji-xxi/

Dzień jedenasty, c.d. Gori.

 

DSCN5337

Ostatni dzień pobytu w Gruzji jest bardzo intensywny. Pod opieką taksówkarza zwiedzamy Gori. W planie Muzeum Stalina – i tu jakby niewypał. Wchodzimy do przedsionka: kolumny, czerwone dywany, a naprzeciw batiuszka jak żywy. I ta duszna atmosfera nieżyczliwości jaka panowała w budynkach komitetów partyjnych, a która do dzisiaj przetrwała w niektórych urzędach. Momentalnie tracimy ochotę na zwiedzanie i niezmiernie urażamy tym kasjerkę: „Jak to nie chcecie?! Właśnie zwiedza grupa rosyjska, wszystko wam wytłumaczą!”. Ponieważ idziemy w zaparte, że my obejrzymy tylko słynną salonkę, stanowczo kieruje nas do wyjścia. W drzwiach zatrzymuje nas okrzyk: „Wy z Polski?!” – Jak się okazuje, to sympatyczny Gruzin w randze wysokiego urzędnika ministerstwa, który niedawno odwiedził Wrocław i chce o tym pogadać. Szukamy wspólnych znajomych, otacza nas spory tłumek i każdy dorzuca trzy grosze. Zabawa w najlepsze, a tymczasem kasjerka z nasrożoną miną krąży wokół czujna jak dwa psy, zdecydowana doprowadzić nas do salonki. Zwiedzamy ją i szybciutko wracamy do taksówki.

DSCN5336

DSCN5342

DSCN5353 DSCN5352 DSCN5349 DSCN5348 DSCN5339

„O takim człowieku nie warto wspominać! O nim najlepiej zapomnieć, a nie budować muzeum!” – wybucha kierowca. Ale chyba nie wszyscy podzielają jego zdanie, bo właśnie jedziemy Stalin Avenue.DSCN5355

Sympatyczny kierowca wiedzie nas winnym szlakiem, wprowadza do monastyrów, gdzie musimy odziać się w odpowiednie stroje i gdzie ciche siostrzyczki wcale nie są proste, a wręcz toczą dysputy z rodzaju polityczno-ekonomicznych, do tego robią to biegle w kilku obcych językach; wchodzimy do pięknych klasztornych ogrodów, a na koniec zwiedzamy daczę Ministra Spraw Wewnętrznych, gdzie gospodyni częstuje nas kawą i najlepszymi w świecie pomidorami.

DSCN5329 DSCN5325 DSCN5322 DSCN5321 DSCN5319 DSCN5318 DSCN5317 DSCN5316 DSCN5315

„Jedzcie, bo ją obrazicie” – ucisza nasze protesty taksówkarz. Dacza stanowi przykład urzędniczego rozpasania (i dlatego została skonfiskowana w/w ministrowi), ale w porównaniu z posiadłościami niektórych naszych polityków jest zupełnie zwyczajna, tyle, że położona w Parku Narodowym.

Ostatnim przystankiem jest restauracja, gdzie wspólnie z naszym kierowcą jemy obiad. On wybiera dania, uczy nas, jak powinno się je jeść oraz jak wygłaszać toasty.

Toasty gruzińskie to długie piękne przemowy, czasem całe historie, często zaczynają się od słów: „Za Ojczyznę”, co w Polsce brzmi trochę sztucznie i pompatycznie, ale w Gruzji jest całkiem na miejscu. Nie ukrywam, że za każdym razem, gdy słyszałam „Za Rodinu”, jakiś chochlik podpowiadał mi resztę, w postaci pijackiej, studenckiej przyśpiewki: „Za Stalinu, na boj, na boj, na boj…”.

(Gośka)

Dzień dwunasty. Sabatówka.

DSC_0758

Poranki zaczęły być zimne. Takie wrześniowe przenikające zimno w okolicach 4 stopni wcale nie jest miłe, gdy trzeba wyjść  ciepłego łóżka.

Konie czekają na nowe pastwisko i niecierpliwie przebierają kopytami przed bramką. Szybko je wypuszczam i pędzę po Zmarzlinka oraz Jagodziankę. Dzieci już wstały. Jedno pyta: „Mamo, kiedy jedziemy do przedszkola?”, drugie płacze: „Mamo, ja nie chcę do przedszkola. Chcę z tobą!”. Jedziemy do miasta, usiłuję nagrzać auto, włączam wesołą muzykę dla polepszenia atmosfery. Wśród jęków i łez zostawiam Trutkę.

Wracam na śniadanie typu kawa i zabieram się za szykowanie obiadu. Dziś zupa z kozaków i pieczarek zebranych w przydomowym ogródku. Przy okazji grzybobrania sprawdzam, jak mają się konie i pstrykam kilka zdjęć zwierzakom pasącym się w sadzie.DSC_1003 DSC_1002 DSC_0983 DSC_0982 DSC_0970 DSC_0966 DSC_0965

Czas odebrać dzieciaki. Pędzę, żeby się nie spóźnić po Renię, dokarmiam ją przedszkolnym obiadem, razem odbieramy Artura. Szybciutko wracamy, dzieci zbierają maliny na kompot, ja lonżuję Zmarzlinka. Chcę ze wszystkim zdążyć zanim przyjedzie Artur na jazdę. Pojawia się też Jasiek z czeladką dzieci. Skoro konie i tak czekają na zakończenie jazdy, wsiadam na Akcję. Już dogadujemy się dobrze. Mała robi roll back na zawołanie i z miejsca zagalopowuje. Obie zadowolone wracamy do stajni.

Rozdaję jeszcze siano i wypuszczam konie na padok. Kładziemy spać nasze pociechy i na dzisiaj to koniec.

(Iwona)

Dzień dwunasty. W stronę domu.

DSCN5332Wracamy do hotelu, pakujemy się i mamy czas do czwartej nad ranem. O tej porze taksówkarz zabierze nas na lotnisko. Zamierzamy się położyć, ale ze spania nici. O drugiej nad ranem przybywa organizator – Adam – który pojedzie z następnym rajdem. Ledwie biedak przyłożył głowę do poduszki, a już budzi nas obsługa. Przybył taksówkarz. Tylko dlaczego godzinę wcześniej?!

Heniek – rycerski jak zwykle – schodzi na dół.

„Możecie jeszcze godzinę pospać i nie denerwować się. Ja już jestem i czuwam” – oświadcza kierowca.

Po półgodzinie komórka Marzeny zaczyna dzwonić i nie daje się wyłączyć. Życie organizatorów rajdu jest ciężkie! Adam poddaje się, wyciąga Metaxę i wychodzi z nami na korytarz. Przerzucamy się informacjami i wrażeniami. Marzena nie chce pić alkoholu, co budzi oburzenie Adama: „Nie przygotowałaś się do rajdu” – oświadcza. Ja wprost przeciwnie: piję, bo boję się lotu.

„Gdzie następnym razem?”- pytamy.

„Armenia???”

Jesteśmy w samolocie i choć ukraiński pilot figlarnie macha skrzydłami, rzucam spod kurczowo zaciśniętych powiek ostatnie spojrzenie na ginący w dole słoneczny kraj. „Żegnaj Gruzjo!”

W Warszawie z lotniska odbiera nas mąż Marzeny. Czas sprawił, że nasze drogi rozeszły się, a poglądy mamy diametralnie różne. Już zaczynam się naburmuszać, ale z tyłu głowy słyszę głos Lamiry: „A czym różnimy się między sobą (z Rosjanami)?” i słowa etnografa: „Jakże cieszę się, że moi Rodacy nie stali się rusofobami po tych wszystkich przejściach”.

No właśnie: różnimy się? To świetnie! Będzie o czym pogadać. Więc jednak czegoś się w tej Gruzji nauczyłam.

(Gośka)

DSCN5324

Dzień trzynasty. Sabatówka.

DSC_0726

To pracowity dzień. Rano jak zwykle: karmienie i wypuszczanie koni oraz Jagodzianki. Potem przedszkole. Jutro wracają urlopowicze – jak nic trzeba posprzątać i przygotować małe co nieco na wypadek „z góry nieprzewidzianej imprezy”. To wymaga zakupów, a więc wyjazdu do miasta. Po drodze sprzątam dzieci z przedszkola. Gdy konie pasą się w sadzie, a pociechy bawią się w przyczepie do przewozu koni, mamusia gotuje, suszy grzyby, marynuje mięso… Małż Idealny przepuszcza wodę między studniami i dokańcza wykładać żwirem otoczenie paleniska.

DSC_0951 DSC_0952 DSC_0964 DSC_0963

W ramach podziękowań namawiam Wujka Zygmunta na jazdę na Akcji. Dla mnie dziś czas na Janitrę. Uwielbiam tą klacz, choć na myśl o jej niedawnej miesięcznej przerwie odczuwam pewien dyskomfort. Pomimo obaw, jazda naprawdę jest udana.

Z uśmiechem wracam do stajni, wypuszczamy konie na padok, myjemy dzieci. Jeszcze bajka na dobranoc i mocny sen, żeby jutro mieć siłę powitać Szanownych Domowników.

Dzień czternasty, ostatni. Sabatówka.

DSC_0718

Przyjechali. Cali w skowronkach, nie potrafiący zwerbalizować swoich przeżyć. Dopiero w ciągu kolejnych dni, po trochę zaczną opowiadać o tym, co widzieli, czego doświadczyli, o plusach i minusach wyjazdu. Ale na tych opalonych twarzach, dużymi literami wypisane jest zadowolenie i duma, a u Żony Doskonałej nawet lekki grymas bólu po odniesionej kontuzji. My zaś słuchamy, podziwiamy zdjęcia, staramy się zapamiętać ten natłok oraz różnorodność informacji, czemu niewątpliwie sprzyja lampka (lub więcej) gruzińskiego wina i kieliszek chachy.

Jeszcze ognisko, podziękowania dla wszystkich naszych pomocników, bez których uporu i zaangażowania niewątpliwie mielibyśmy więcej pracy, a i czas upływałby mniej radośnie.

Pora pakować manatki. Niech właściwi gospodarze teraz sami się trochę pomęczą przy ponownym wdrażaniu się do machania widłami. Na początek jednak pójdą złapać Zmarzlinka, który postanowił pójść na samotną wycieczkę po lesie.DSC_0658

Cóż powiedzieć więcej? Tylko jedno, najważniejsze: Marto, Agnieszko, Arturze, Wujku Zygmuncie, Małżu Doskonały – ogromne dzięki!!!

(Iwona)

Podsumowanie.

DSCN4738

Na koniec chciałabym odpowiedzieć na zadawane pytania. Tu będzie najłatwiej. Nie jestem żadnym ekspertem – byłam zaledwie na trzech rajdach: Z Adamem Rymarowiczem z Bieszczadów na Słowacji, z Lisowczykami na Ukrainie i w Gruzji.

W każdym przypadku rajd był dobrze przygotowany i otrzymywałam wszystko, co organizator obiecywał, a czasem nawet więcej.

Moim zdaniem, dobrze jechać z uczestnikami o podobnych umiejętnościach jeździeckich i podobnym stopniu zaangażowania imprezowego. To znacznie polepsza atmosferę. Ja miałam szczęście zawsze trafiać na wspaniałych ludzi. Co do ekwipunku, organizatorzy służą pomocą i warto do nich dzwonić po informacje. Ze swojej strony dodam, że lekkie sakwy, które wielu z nas posiada, mogą być przydatne. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to cóż… jestem starszą panią, wielokrotnie kontuzjowaną, o przeciętnej kondycji. Konno jeżdżę mniej więcej trzy, cztery razy w tygodniu. Jeżeli ja dałam radę, to każdy jeżdżący powinien sobie poradzić.

Macie wątpliwości? Cała zima przed wami na poprawianie kondycji!

Wszystko, co napisałam wynika oczywiście z moich spostrzeżeń – zawsze bardzo subiektywnych, a nie zawsze trzeźwych. A na rajdy jechać warto – konne, rowerowe, piesze,… – bo dają możliwość obserwacji i pobytu w miejscach, których z okien auta czy eleganckiego hotelu nie dostrzeżemy.

(Gośka)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

4 thoughts on “DZIENNIK Z WAKACJI, CZ. IX

  1. maszynagocha pisze:

    Oj dziewczyny, ale fajną miałyście podróż. A zdjęcie źrebaka „srającego” na łące uchwycone po mistrzowsku. 🙂

  2. terraustralis pisze:

    Tez wszystko obejrzalem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 82,335 VISIT

Archiwum

%d blogerów lubi to: