Google+

DZIENNIK Z WAKACJI CZ.VIII

15

31 października 2013 - autor: SABATOWKA

Dzień dziesiąty. Sabatówka.

DSC_0754

W nocy lunęło tak, że wydawało się, jakby na dach spadła lawina kamieni. Dobrze, że konie zostały w stajni, bo stałyby na wybiegu w kałuży.

Idę wypuścić zwierzaki, ślizgam się po błocie i w ogóle chcę to wyjście zakończyć jak najszybciej. Ale nie. Jakieś dziki (ewentualnie sarny) urządziły sobie w nocy spacerek przez bieżnię. Pozrywały linki, a konie jak na zawołanie zaczęły przechodzić na inne pastwisko. Ślizgając się biegnę, żeby zdążyć przed nimi i zamknąć przepust. Udało się. Teraz trzeba odczepić taśmę, przepleść ją z drugiej strony blokując drogę powrotną i gotowe. Tzn., gotowe by było, gdybym mogła odplątać supły. Nic. Kładę taśmy na trawie, przyciskam grudami ziemi i trzymam kciuki, żeby konie chciały przejść. Janutra, Akcja, Peppy i Zefir poszły. Pociągnęły za sobą całą stawkę za wyjątkiem Kantaty i Edena. Te już w najlepsze zaczęły śniadaniować na nowej trawie. Kiedy spostrzegły, że zostały same, dzikim pędem puściły się za stadem. Jeden problem w głowy. Teraz trzeba tylko naprawić bieżnię.

Przede mną wyprawianie dzieci do przedszkola. Artur już się cieszy, za to Renia ma kryzys. W drodze do miasta trzyma brata za rękę, a po wejściu do sali zawisa na mnie jak rezus. Oddaję przylepę wychowawczyni i czym prędzej wychodzę. Zwalczam emocje wciskają do słoików kolejne 15 kg pomidorów. Załatwiam zaległe sprawunki i jadę po dzieciaki. Trucia na szczęście zaczęła jeść obiad. Wracamy, sprzątamy, ściągamy konie. Akcja pędzi pod jabłonkę, ale napotyka na przeszkodę w postaci dodatkowych taśm. Zdenerwowana galopuje pod stajnię i tuli uszy do pozostałych koni. „Kto to zrobił?!” – aż kipi w niej ze złości. „A widzisz – wrednie uśmiecham się pod nosem – tu cię mam!”.

Zrobiło się obrzydliwie wietrznie i zimno. Gdzie te zapowiadane 25 stopni? Znowu zostawiam zwierzaki na noc w boksach. Może chociaż po deszczu trawa odrośnie jak należy.

Trucia idzie spać. Kładzie się wręcz na mnie i uparcie powtarza, że w przedszkolu już była i wystarczy. Niech ten tydzień się skończy! Niech minie przedszkolny kryzys! Bo minie – mam nadzieję.

(Iwona)

Dzień dziesiąty. W stronę Tibilisi.

DSCN5250

Niestety, nie da się tego zatrzymać. Wracamy…

Rankiem przybywa Chwicze, ładuje nas do samochodu i ruszamy do Tibilisi – tym razem w blasku dnia. W nocy była burza i teraz lawina kamieni zagradza nam drogę. Chwicze wyprowadza turystów z samochodu, kręci się chwile po skalnym rumowisku, umieszcza dwóch kolegów (jadących z nami) w roli balastu i rusza. Wolno, wolniutko pokonuje górę kamieni pod jakimś niewiarygodnym kątem i … przejeżdża! Podczas dalszej drogi ostrzegamy spotkanych kierowców o przeszkodach. A to wszystko spokojnie bez zdenerwowania czy pośpiechu.

DSCN5222

DSCN5226

DSCN5231

DSCN5233

Przed wjazdem do Tbilisi ogromne sztuczne jezioro i równie ogromne osiedle jednakowych domków, różniących się tylko kolorem dachów. „Co to?” – pytam. „Osiedle uchodźców z Armenii” – pada odpowiedź.

Chwicze bierze nas na obiad. W pięknej restauracji na stole w ogromnej ilości lądują przystawki, sałatki i chaczapuri. Kiedy już absolutnie nie możemy nic zjeść i podejmujemy niezdarne próby wstania od stołu, Chwicze zatrzymuje nas królewskim gestem i jednym słowem: „Chinkali”.

I oto są, wspaniałe gruzińskie pierogi na półmisku przypominającym wielką balię. Jak nie zjeść po raz ostatni? Ale jak zjeść? Nasze wytrenowane wędrówką po górach ciała dają radę temu wyzwaniu. Potem wczołgujemy się do auta.

DSCN5246

DSCN5247

DSCN5252

DSCN5255

DSCN5256

DSCN5265

DSCN5267

DSCN5258

DSCN5237

Prosimy kierowcę o zboczenie z trasy i idziemy obejrzeć kompleks monastyrów Dawid Garedża. Dojeżdżamy tam przez niekończące się puste, rude wzgórza. Wśród nich opuszczone osiedle. Okolica wygląda jak wymarłe miasto na Dzikim Zachodzie. Pytamy, co to, a kierowca odpowiada, że osiedla Greków, którzy musieli opuścić Gruzję.

Zwiedzamy monastyr i ruszamy dalej do Tibilisi i znanego już hostelu Opera.

Ledwie zdążyliśmy otrzepać się z kurzu, a już obsługa hostelu zagania nas z powrotem do auta. „Gdzie jedziemy?” – pytamy. „Do restauracji!!!”.

Zupełnie zapomnieliśmy o obiecanym przez Organizatora wieczorze tańców gruzińskich.

W naszych pięknych, aczkolwiek lekko zakurzonych strojach i trekkingowych butach lądujemy w eleganckiej restauracji, gdzie wino leje się strumieniami, stoły uginają się pod pełnymi przysmaków półmiskami, a przystojni Gruzini tańczą taniec z szablami aż lecą skry.

Jest stół ukraiński, gruziński i polski. Wszyscy wznoszą toasty – my za przyjaciół Gruzinów, oni za Polaków, wszyscy razem za Ukraińców. Niestety długość i barwność toastów ginie w usprawiedliwionym mroku mej niepamięci.

Tak się jakoś stało, że wychodząc nie zauważyliśmy kierowcy z hostelu czekającego pod restauracją. (Koba! Wybacz!). Bierzemy taksówkę i od tej pory będziemy pod opieką nowego taksówkarza. Jutro zabierze nas do Gori, do kamiennego miasta, muzeum Stalina i monastyrów położonych wzdłuż winnego szlaku.

(Gośka)

Dzień jedenasty. Sabatówka.

DSC_0775

Wstało słońce – jak dobrze. Konie też zadowolone. Zwłaszcza Akcjuszek, który z szelmowsko nastawionymi uszami przeszedł na jabłka pomiędzy taśmami zamontowanymi z takim pietyzmem. Napatrzyła się na ludzi, czy co? Na koniec prychnęła – daję słowo, że z pogardą – i ze stoickim spokojem pokłusowała na pastwisko.

DSC_0983

DSC_0960

DSC_0962

DSC_0966

DSC_0976

DSC_0977

DSC_1002

Trutka od rana wyje, że nie chce do przedszkola. Artur jęczy, że nie może zostać w przedszkolu dłużej. Urwanie głowy! Odwożę dzieci, wracam, rozglądam się za stadem, patrzę na  stan trawy na pastwisku… „Trzeba będzie zmienić koniom kwaterę, bo jeszcze gotowe schudnąć parę kilo” – dumam i idę ocenić trawę w sadzie. Na kilka dni powinno wystarczyć, tylko żeby nie chciały uciekać. Niestety, po długiej suszy odrosły głównie chwasty. Ładuję akumulator i jadę po dzieci. Po drodze zaglądam do młyna, kupuję paszę dla matek i kaszę dla psów.

Szybko sprzątamy i przygotowujemy obiad, zaglądam do Zmarzlinka, żeby wziąć go na chwilę na roundpen  i co słyszę?: „Tup, tup, tup…” – kopyta? E, może wozacy jadą z lasu… Dużo kopyt. Jakieś osiemnaście kompletów. Patrzę w stronę leśniczówki, a spod niej na mnie patrzy zestaw koni. Zamykam przejścia, otwieram bramkę – po koniach nie ma śladu. Przeszły na wjazd. Zamykam bramkę, otwieram bieżnię. Konie pogalopowały na pastwisko. Szczęście, że na to, na które miałam je jutro wypuścić. Zamykam bestie i idę dla świętego spokoju policzyć, czy są wszystkie. Liczę kilka razy. Wiem, że żaden ze mnie matematyk, ale miało być dziewiętnaście, a jest osiemnaście. Kto się nie zameldował? Półkrewki są, źrebaki, więc i matki obecne, kucyk jest, Akcja (na pewno główna prowodyrka) i Szara też. Gdzie Janutra? Przewodnik stada zabłądził? Idę na stare pastwisko. Znalazła się. Cierpliwie stoi przy bramce i czeka, aż jej otworzę. Nawet nie zabiera się za galopowanie do reszty, tylko spokojnie idzie. Łapię ją na sam uwiąz i prowadzę na nową kwaterę. Dzielna, grzeczna kobyłka. Jak któryś gad boi się zmiany otoczenia, zawsze można liczyć, że za nią pójdzie. Jak wszyscy uciekają, ona nie bawi się w zwiedzanie lasu (chwilowo oczywiście).

Wracam do ogierka. Znajduję jeszcze czas żeby z pomocą dzieci upiec babki z kremem malinowym. Wieczorem siadam na Janitrę. Ta, która w ubiegłym roku ledwo chciała się ruszyć, po miesięcznej przerwie jest pełna energii i pędzi do przodu. Wszystko jednak w granicach dobrego wychowania.

Zobaczymy, co też przyniesie dzień jutrzejszy.

(Iwona)

Dzień jedenasty.Śladami pewnej księżniczki.

DSCN5257

Kiedy byłam całkiem nieletnia odkryłam w bibliotece babci cykl książek Pani Lidii Czarskiej „dla dorastających panienek” o księżniczce Dżawacha i jej przypadkach. Powieść była nieznośnie sentymentalna, bohaterowie niezwykle szlachetni i dzielni, a sama akcja pełna niewiarygodnych zwrotów. W porównaniu z naszą młodzieżową literaturą opowieść jawiła się niczym barwny rajski ptak, no i wiele pisało się tam o koniach. Przeczytałam ją z zapartym tchem i do dziś stanowi jedno z cieplejszych wspomnień mojego dzieciństwa.

220px-Imam_Shamil_-_01

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Imam_Szamil)

Tłem historycznym jest okres po powstaniu Szamila – przywódcy górali kaukaskich, który przez pół wieku powstrzymywał Imperium Rosyjskie przed zajęciem Czeczenii i Dagestanu. Ciekawostką jest, że osobistą gwardię słynącego z odwagi Szamila stanowiła grupa polskich kawalerzystów. Zabawne jest też to, iż ta sentymentalna powieść dla pensjonarek była zakazana w ZSRR i PRL.

Kiedy nasza grupa w ramach wolnego dnia zdecydowałam się odwiedzić Gori, ja postanowiłam rozejrzeć się za śladami księżniczek Dżawacha.

Nie ma już dawnego Gori, ale:

– rzeka Kura rzecz owczywista jest,

– kwitnące mimo późnej pory roku róże w ogrodach – są,

– jawory – są,

– skalne miasto Upliscyche (უფლისციხე) – jest,

– miejsce prawdopodobnego wypadku Niny bek Izrael, przybranej księżniczki – jest,

– nieziemsko odważny i przystojny rozbójnik Kerim Samit bek Dżemał – niestety nieobecny.

DSCN5282 DSCN5284 DSCN5285 DSCN5286 DSCN5293 DSCN5292 DSCN5299

Zwiedzamy Gori, górującą nad miastem twierdzę i Upliscyche. W pewnym momencie przewodniczka pokazuje sklepienie w teatrze skalnego miasta i mówi: „Wzór wykuty tutaj został przywieziony przez Aleksandra Macedońskiego”. To stawia wszystko we właściwej perspektywie. Zastanawiam się, czy rzemieślnicy rzeźbiąc ozdobne kasetony myśleli, że ich dzieło przetrwa Imperium Rzymskie i Rosyjskie, czy tylko robili, co do nich należy narzekając na skwar i kiepskie narzędzia.

DSCN5253

Z widowni teatru, patrząc przez wstęgę Kury, widać górę nazwaną „Widzę Cię”, a na niej wieżę. Stanowi ona część systemu bezpieczeństwa. Kolejne wieże budowane były w zasięgu wzroku wartowników nadających w razie zagrożenia sygnały dymem (za dnia) lub ogniem (w nocy). Pamiętacie scenę z trylogii Władcy Pierścieni, kiedy Hobbit zapala stos, a kolejne miasta odpowiadają na wezwanie? Tak to się właśnie odbywało. W ciągu dwóch godzin cała Gruzja była ostrzeżona o zbliżających się wojskach. Trochę słabo na tym tle wpada nasz telefon 112.

(Gośka)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

15 thoughts on “DZIENNIK Z WAKACJI CZ.VIII

  1. Angie pisze:

    Fantastyczne wakacje! A widoki na zdjęciach- bajka! 🙂

  2. maszynagocha pisze:

    Co tu dużo gadać, zazdroszczę Wam tych wędrówek po Gruzji. Zobaczyliście tyle ciekawych rzeczy i spotkaliście wielu ciekawych ludzi. Świetna wyprawa. Co do końskiej codzienności, że tak powiem, to ocieramy się o podobne wydarzenia. Tyle, że moje kobyłki jabłonki mają na swoim wybiegu i w sezonie obżerają się jabłkami do oporu. Późną jesienią u nich jabłka już się kończą i wtedy liczą na nasze dary z jabłoni obok domu (najpóźniejsze), rzucane im na wybieg. Niestety nie mamy dużych pastwisk, a trawę kosimy i dostają ją na padok. Potem skubią trawkę jaką tam jeszcze mają. Jak wszystkie konie potrafią wykazywać się ogromną pomysłowością, jeśli chodzi o przedostawanie się na miejsca wcale dla nich nie przeznaczone. 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      Biorąc pod uwagę ilość koni oraz tegoroczną suszę, my też nie mamy wcale dużych pastwisk. Zresztą konie chyba instynktownie same zaczynają wędrówkę w poszukiwaniu nowych łąk. Wcześniej patrzą na człowieka tak uporczywie i już wiadomo, że coś kombinują. A w Gruzji i owszem, zobaczyliśmy sporo.

  3. mrsbearfoot pisze:

    Beautiful images, as always. I just wish Google translate did a better job so I could understand what you wrote. 🙂

    A sheep on top of the vehicle??

    Beautiful monastery and ruins or caves.

    I always enjoy seeing your images!

    ~Lindy

  4. Pani Peonia pisze:

    Ależ cudna wyprawa!

  5. miqaisonfire pisze:

    Świetne zdjęcia, a wyprawa musiała być niesamowita. Niezapomniane wspomnienia 🙂

  6. Amy pisze:

    Fabulous trip! Great photos, thanks 🙂

  7. Fantastic post–so much effort you put into it …..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 81,802 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: