Google+

DZIENNIK Z WAKACJI, CZ. VII

4

22 października 2013 - autor: SABATOWKA

https://sabatowka.wordpress.com/2013/10/14/dziennik-z-wkacji-cz-vi/

Dzień dziewiąty. Sabatówka.

DSC_0751

Wszystko na wariackich papierach. Artur wstaje o świcie, żeby nie umknęło mu przedszkole. Trutka budzi się i prawie od razu czyha przed drzwiami. A tu jeszcze ciepła kawa czeka w kubku… Dzieci litościwie pozwalają mi ją dopić. Przystanek przedszkole zaliczony, teraz szybki powrót, jakieś śniadanie, sprzątanie, obieranie ziemniaków i znowu do miasta. Brakuje kilku rzeczy w lodówce, przy okazji trzeba dzieciakom kupić wyprawki do przedszkola, wystawić śmieci,…

DSC_1041

DSC_0994

DSC_0989

Zabieram Trutkę i Artura. Wracamy i próbujemy zlokalizować konie na pastwisku. Jest Dalanda z Drobinką. A reszta? Pewnie schowały się za krzewni tarniny i stroją sobie żarty. Zrywa się wiatr, las szumi, niebo ciemnieje. No tak, dziś miało lać, a tu tylko zimno się zrobiło. Przyjeżdża Wujek Zygmunt, ściągamy konie. Kilka z nich zrywa bieżnię i pędzi inną drogą. No to będzie się działo… Z odsieczą przybywa Małż Idealny. Otwiera przejście i wpuszcza uciekinierów do środka.

Z Martą wybieramy się w krótki teren. Akcja nie jest zadowolona z siedzenia Don Kichotowi na ogonie i wydaje się obrażona, że przeszkodziłam jej w wyjściu na prowadzenie. Trudno. Takie życie. Jutro mi pewnie pokaże.

Pogoda nie chce się ustabilizować. Niby ma lać, spada ciśnienie, wieje zimne wietrzysko. Zostawiamy zwierzaki w stajni. Kładziemy dzieciaki. Trucia szepcze, że raczej zostanie ze mną. Jutro znowu będziemy walczyć z obornikiem i przedszkolem.

(Iwona)

 

 Dzień dziewiąty. Strolta, och Strolta!

DSCN5137

Wyruszamy z pasterskiej chaty i wędrujemy ścieżkami (w górę oczywiście). Dróżki wiją po zboczu, a w oddali, na sąsiedniej górze dostrzegamy karawanę jucznych koni niosących transport serów. Doniosą swój ciężar do miejsca, gdzie może dojechać samochód, a potem całe stado luzem wróci na górskie łąki.

DSCN5145

DSCN5140 DSCN5142

Kiedy wychodzimy na szczyt, mamy okazję podziwiać krążące nad przepaścią orłosępy. Kręcą beczki i pętle na wysokości naszych twarzy i robią wrażenie rozpiętością swoich skrzydeł.

Na południowych stokach rozciągają się łąki pełne stad bydła, koni, zdarzają się osiołki. Przyglądam się mijanym zwierzętom i spostrzegam byka o bardzo dziwnych rogach: dużych jak u longhornów, ale, podczas gdy jeden dumnie sterczy do przodu, prawy smętnie zwisa w dół. „Jakiś destrukt” – myślę. Coś jednak przykuwa wzrok w tym stadzie. Patrzę jeszcze raz i już wiem! Cała młodzież i starsze byki – wszyscy mają dokładnie takie same rogi! Zerkam powtórnie na patriarchę stada i przysięgam, że widzę w oczach byka błysk kpiny.

DSCN5156

DSCN5160

Po południu dojeżdżamy do Strolty. Na spotkanie wybiega nam gospodyni – Lamira  o wesołych oczach, ujmującym uśmiechu i włosach przyprószonych siwizną.

„Witajcie – woła – wy od Tomka?”

Szybko, przy pomocy Themo, lokuje konie na podwórku. Themo stosuje nepotyzm, bo najczęściej po przywiązaniu wszystkich wierzchowców (za przednią nogę), swojego puszcza luzem. No to ja też długo grzebię się z rozsiodłaniem żeby móc Niekorę zostawić wolno.

Lamira zagania nas do stołu, przynosi gorącą herbatę oraz – ku uciesze Themo i Henia – podaje ciasto. I jeszcze chachę, ale jaką! W życiu takiej nie piłam! Wspaniała!!! Tu z pewnością przeniosę się w czasie.

Poprosiliśmy Lamirę o adres, gdzie można taką chachę nabyć, a dwa dni później, na trasie Omalo – Tibilisi poprosiliśmy kierowcę o krótki przystanek pod sklepem. NzM pognał do sklepiku, gdzie sprzedawała piękna Gruzinka. (Nawiasem mówiąc to był jedyny minus tych wakacji: NzM wciąż wgapiał się w Gruzinki, które naprawdę są pięknościami. Wolałabym jednak, żeby okazywał mniej entuzjazmu.) W sklepie, po protekcji Lamiry mieliśmy kupić wspaniałą chachę. Dziewczyna wyjęła kieliszek i kilka butelek celem degustacji, a kiedy NzM wrócił do samochodu był już całkiem innym człowiekiem. Spróbujcie poprosić o degustację w naszym supermarkecie… Niestety, chacha którą kupił, była całkiem inna, co kładę na karb czynników rozpraszających jego uwagę.

Wróćmy jednak do Strolty.

Lamira serwuje wspaniałą kolację: rosół, chinkali, chaczapuri, miód, konfitury, ser, owoce i ową niezapomnianą chachę. Siedzimy w kuchni, gadamy i śmiejemy się.

To już trzeci raz, kiedy Lamira rozpoczyna swoją przygodę z turystami. Poprzednim razem bomby, które spadły na Omalo skutecznie wypłoszyły gości. Jej hotelik położony jest w cudownym miejscu, jedzenie wspaniałe, a jak mówi sama gospodyni: „łóżka są najmiększe i najczyściejsze w całej okolicy”.

Mimo to trudno wyżyć z turystyki, a perspektywy wcale nie są zachęcające. Widziałam w Omalo rozpoczętą budowę nowego hotelu. Potężne gmaszysko z betonu, w ponurym miejscu na skrzyżowaniu dróg. Ale będzie tam spa, parking i strażnik. Mam jednak wrażenie, że nie Gruzini na nim zarobią. Okoliczni mieszkańcy sprzedają regionalne wyroby, jednak cena skupu jest po prostu śmieszna. Te same produkty widziałam w Tibilisi dwudziestokrotnie droższe.

Gdybym miała kiedyś czas i pieniądze, pojechałabym właśnie do Lamiry i pozwoliłabym się rozpieszczać wspaniałym jedzeniem, miękkimi łóżkami i cudownymi widokami.

DSCN5151

DSCN5132

DSCN5161

DSCN5165

W Strolcie spędzamy noc. Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Wędrujemy przez góry i wjeżdżamy w przedziwny las pełen ogromnych, powalonych drzew – wygląda zupełnie jak las czarownic rodem z Makbeta. „I trzech wiedźm nie brakuje” – jak przytomnie zauważa Gośka.

W pewnym momencie Themo zrzuca swoje juki i rusza galopem. Patrzymy na siebie z Marzeną: „To co?”, „No to lecimy!”. Pierwsza rusza Marzena, ja a nią. „Naprzód Niekora!” I Niekora rusza. Nie dziwi mnie ani szybkość, ani start. Miałam szczęście i zaszczyt jeździć na koniach szybkich i mających zryw niczym odrzutowiec. To, co mnie zdumiało, to płynność galopu. Niekora pędził w dół po skłonie góry, parę metrów po skalistej grani, przez strumień, znowu granią i pod górę. Nawet nie odczułam zmiany podłoża. Długo będę pamiętać ten galop.

DSCN5182

DSCN5185

Tak docieramy nad polodowcowe jeziorko. Schodzimy z koni i nagle Themo wskakuje na Niekorę. „Themo, oddawaj mojego konia!” – wrzeszczę, ale on tylko się śmieje, objeżdża jezioro, zatrzymuje się i namawia Niekorę do stawania dęba. Zaraz potem wraca do nas galopem – bardzo dumny.

„Ale się popisuje” – śmieją się dziewczyny. Ja jednak kładę uszy po sobie. Cóż bowiem innego robiłam przed chwilą?

DSCN5180

DSCN5164

DSCN5189

DSCN5187

DSCN5198

Z powrotem wjeżdżamy w las czarownic, na błotnistą ścieżkę w dół zbocza i długi stęp główną drogą do Omalo.

Zatrzymujemy się w centrum, gdzie otaczają nas koledzy Themo.

„Ara” – odsuwam pomocne ręce Gruzinów. Ostatni raz rozsiodłam Niekorę też sama. Głaszczę konia po pysku i klepnięciem odsyłam go na trawę.

„Charoszaja łoszad?” – pytają. „Da, charoszaja!”.

Nocujemy w Omalo, a rano, przed wyjazdem do Tibilisi, zgodnie z sugestią etnografa, idziemy do tutejszego muzeum, które mieści się (jakby inaczej) na samej górze, w wieży.

DSCN5214

DSCN5215

DSCN5219

Mąż naszej gospodyni pokazuje zgromadzone eksponaty i robi wykład o najwcześniejszym tuszeckim postrzeganiu porządku we wszechświecie. Mówiąc w skrócie: pierwiastek żeński musi równoważyć męski. Ale kobiety i tak mają mieszkać na samym dole wieży, ot co!

(Gośka)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

4 thoughts on “DZIENNIK Z WAKACJI, CZ. VII

  1. ugoldenbrown pisze:

    Cudny powrót do wakacji poprzez wpis!
    Można powiedzieć, ze to agroturystyka po gruzinsku 🙂 Ale tak, jak piszesz, też czuję, ze jakieś wielkie łapska chcą zawładnać tą piękną okolicą i zapanuje tam komercja, jakich wszędzie pełno..

  2. wg108 pisze:

    Jedna wielka przygoda! Pozazdrościć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 82,335 VISIT

Archiwum

%d blogerów lubi to: