Google+

WAKACJE Z DZIECIAMI

12

8 września 2013 - autor: MIŚKA

To taki zaległy wpis wakacyjny. Może niezbyt długi, ale ze względu na dzieci wart upamiętnienia. A niech mają! Zresztą, może dla kogoś okaże się inspiracją na wyjazd z własną czeladką, bo wakacje z maluchami wcale nie muszą być ani nudne, ani spędzone na placach zabaw (przeciw którym absolutnie nic nie mam).

Wakacje z dziećmi nad Bałtykiem już były. Zobaczyły, zmarzły, nie zachorowały, bawiły się dobrze, bo do dziś wspominają piasek, Dar Pomorza i ORP Błyskawicę. W tym roku czas na odmianę. Może w Tatry? Będzie w cud ludzi, ale warto pokazać dzieciakom góry. A nóż zechcą wrócić…

Na siedzibę wybraliśmy lokum w Zakopanem. Też chociaż raz powinny tam się znaleźć, mimo że nas nie bawi już wleczenie się po zatłoczonych Krupówkach. No, chyba że w listopadzie – wtedy są pustki. Zresztą miejsce miało znaczenie strategiczne na wypadek niepogody. Jak się okazało, był to trafny wybór.

Przed samym Zakopanem znaleźliśmy czas na Kraków. Dzieciaki jakoś przylgnęły do tego królewskiego miasta. Zwykle odwiedzamy Smoka Piotra i Smoka Wawelskiego, Sukiennince z „Szałem”, spacerujemy nad Wisłą. I tym razem pojawiliśmy się we wszystkich tych miejscach. Dodatkowo odwiedziliśmy – w zasadzie zrzuciliśmy się na głowę Adze i Piotrowi, z którymi miałam przyjemność spędzić wspaniałe lata na uczelni. Dzieciuchy (autorskie określenie nadane dzieciom przez Ciocię Agę) poznały dzidziucha Alicję (autorskie określenie Renaty nadawane niemowlakom) oraz dwie córeczki Mikołaja i Hanki. Włóczyliśmy się nóżka za nóżką, kółko za kółkiem od Kazimierza po Rynek i z powrotem rozmawiając o wszystkim, co przyszło nam do głów. Dzieciuchy w tym czasie biegały, narzekały, śmiały się i usiłowały przeforsować swoje pomysły. Jak to leży w ich naturze zresztą. Następnego dnia pożegnaliśmy Kraków, by ruszyć na podbój Tatr.

Pierwszego dnia pojechaliśmy kolejką na Gubałówkę. Dla dzieci kolejka jest atrakcją, więc czemu nie. Niestety, na górze same pułapki na rodziców: rynna grawitacyjna, zjeżdżalnie, kule wodne, kramiki z barankami, „strzelnikami”, mieczami, klockami,…, etc. Posiedzieliśmy chwilę na stoku, kawałek przeszliśmy się wzdłuż drogi i czym prędzej zjechaliśmy na dół.

Został nam czas na Wielką Krokiew. Bałam się, jak Renia zareaguje na kolejkę krzesełkową, czy nie zacznie panikować, krzyczeć lub wyskakiwać w locie. Córcia wykazała się odwagą, a wręcz cieszyła się z wjazdu i zjazdu. Pod skocznią też rozmieszczono pułapki na rodziców, tylko w większej ilości. Kule wodne więc nas nie ominęły. Jakieś atrakcje maluchy muszą w końcu mieć.

DSCN3347_1600x1200

Drugi dzień był typowo trekkingowy. Wybraliśmy się na Rusinową Polanę przez Wierch Poroniec. Stamtąd na Wiktorówki, z powrotem na polanę i do Palenicy. Szczególne wzięcie miały owieczki oraz oscypki z bacówki. Faktycznie, te były przepyszne! Ostatni odcinek po schodach niosłam Trutkę na rękach. Trudno jej było pokonywać schody równe połowie wysokości trzylatki. Ponieważ każdy dobry uczynek musi zostać odpokutowany, przez następne dwa dni – pomimo wieczornego rozciągania – walczyłam z bólem łydek.

DSCN3366_1200x1381 DSCN3351_1600x1200 DSCN3373_1600x1200 DSCN3374_1600x1200 DSCN3375_1200x1600 DSCN3380_1200x1600

Tak skończyła się dobra pogoda. Cóż więc robić? Pojechaliśmy do Czorsztyna, gdzie na parkingu przez godzinę koczowaliśmy czekając aż ulewa zmieni się w normalny deszcz. Dzieciom jakoś on nie przeszkadzał. Cali mokrzy przejechaliśmy do Niedzicy. Szkoda nam było rejsu po zalewie, ale naprawdę nie dało rady. W porównaniu z Czorsztynem do zwiedzania mieliśmy zamczysko – nie zamek. Wchodziliśmy w każdy kąt, patrzyliśmy z każdej dziury. Było super! Nawet deszcz przestał padać.

DSCN3521_1200x1600 DSCN3502_1200x1600 DSCN3489_1200x1600 DSCN3456_1600x1200 DSCN3423_1200x1600 DSCN3416_1200x1600

DSCN3604_1600x1200 DSCN3596_1200x1600 DSCN3587_1200x1600 DSCN3530_1600x1200

Na Kasprowym natomiast nam nie wyszło. Tomek się wycwanił i zamówił bilety online. Nie wziął pod uwagę minimum trzydniowego czasu oczekiwania. Wjechaliśmy w morzu chmur. Też były piękne, ale jakoś tak biało-monotonne. Podeszliśmy pod stację IMGW, ale dzieciaki skostniały z zimna. Było całe 4 stopnie, wiał wiatr i resztę pobytu przesiedzieliśmy przy ciepłej herbacie oraz nieśmiertelnych kanapkach. Może innym razem się uda.

DSCN3641_1600x1200

I cóż dalej z brzydką pogodą? To może do kina? Kino Sokół zostało odremontowane od ostatniego naszego pobytu w Zakopanem. Nie jest już zimne, z twardymi siedzeniami, ale całkiem wygodne i przytulne. Dla dzieci oczywiście największą atrakcją był duży pop-corn. Film to jedynie dodatek.

Potworny Uniwersytet

Aby zabić deszczową nudę odważyliśmy się na wyjazd do term. Nie ukrywam, że z dziećmi znacznie korzystniej jest w Białce. To miał być ich pierwszy raz na basenie, miałam więc obawy, ale takiego zachowania się nie spodziewałam. Pisk radości, bieganie i tu i tam, i z powrotem – wszędzie było pełno Trutki i Artura! W sumie, na basenach spędziliśmy trzy dni, ale cóż zrobić – pogoda.

Pożegnaliśmy się z Tatrami przejeżdżając w Karkonosze do Wujka. Dzieci od razu go obskoczyły i już do końca pobytu przy każdej okazji chodziły za nim krok w krok zadając niezliczone ilości pytań.

DSCN3724_1600x1200

W Kowarach aura diametralnie się zmieniła. Chmury rozeszły się pozostawiając błękitne niebo, wzrosła temperatura i zrobiło się wręcz upalnie. No to w góry kochane dzieci! Na Śnieżkę! Znowu wyciąg krzesełkowy. Do tego pojedynczy. Mimo obaw, udało się wjechać na górę bez problemu. Przed nami rozpościerała się kamienista Droga Śląska, a z przodu majestatycznie wznosiła się Śnieżka.

Buka dla SZOSZONA I TRUTKI

(Jakoś zawsze kojarzy mi się z wizerunkiem Buki z Muminków, ale to takie moje.).

DSCN3648_1200x1600 DSCN3651_1200x1600 DSCN3705_1600x1200

Niestety, na szczyt wychodziliśmy drogą, bo szlak po ulewach był w remoncie. Renia liczyła po drodze kratki odpływowe – cóż, widać każdy ma swój indywidualny sposób wchodzenia pod górę. Na Śnieżce – jak to zwykle bywa – dopadł nas chłód i chmury. Pomimo tego, że Tatry są wyższe, Śnieżka ma swój mikroklimat i naprawdę trudno tam o upał. A jeszcze, jak niebo przysłonią chmurzaste poduchy, naprawdę potrafi się oziębić. Dzieciaki jednak – dumne z samodzielnego wejścia – nawet nie poskarżyły się na zimno. Schodziliśmy do Karpacza krótszym, ale bardziej stromym, czarnym szlakiem. Renia chwilowo na rękach, Artur zupełnie sam. Bałam się i co chwilę gderałam, że mają uważać, jednak w głębi duszy dumna byłam, że tak dobrze sobie radzą. Na zakończenie wycieczki, przy głośnym krzyku Trutki: „Szybciej, szybciej!” oraz Artura: „Jeszcze raz!”,  zjechaliśmy torem saneczkowym. A potem prędziutko na pstrąga.

Aby sprawić przyjemność dzieciakom odwiedziliśmy Western City. Artur bawił się przednio, Renia – ku mojemu zaskoczeniu – nie była specjalnie zainteresowana. Może cowboye za mało przystojni…? I ten zacierający ręce grabarz… Dopiero przepłynięcie canoe oraz karuzela z tęczowymi konikami wprawiły Trutkę w dobry nastrój.

DSCN3985_1200x1600 DSCN3963_1600x1200 DSCN3782_1600x1200 DSCN3763_1600x1200 DSCN3757_1200x1600

Na ostatni dzień pobytu wybraliśmy wyjazd do zamku Chojnik. Mój pomysł, by udać się do arboretum w Wojsławicach przegrał z podsuniętą przez Wujka wizją zwiedzania średniowiecznego zamczyska. Ale na co ja liczyłam – że niby będą chcieli kwiatki podziwiać? Jakieś święto liliowców? Dobrze się stało, bo Chojnik przerósł moje oczekiwania. Jest po prostu piękny!

DSCN4139_1200x1600 DSCN4163_1200x1600 DSCN4206_1200x1600 DSCN4236_1200x1600 DSCN4258_1200x1600 DSCN4288_1200x1600 DSCN4293_1200x1600

Nie dość, że droga przez las okazała się niezwykle urokliwa i na miarę dziecięcych możliwości (nie wliczając żmii wygrzewającej się przy szlaku), to jeszcze te niesamowite widoki z góry, przechodzenie tunelami, szczytami murów…  – cudo!

DSCN4058_1200x1439 DSCN4099_1200x1600

Renia najbardziej upodobała sobie małego, śpiącego smoka. To już drugi w jej życiu smok – zaraz po gadzinie rezydującej w podwawelskiej pieczarze. Od tego czasu furorę robią animowane bajki o smokach. Szczególnie bliski stał się Szczerbatek – Nocna Furia – z filmu „Jak wytresować smoka”. Niewątpliwie nasza Wągliczka ma z nim coś wspólnego.

DSCN4251_1200x1532

Nocna Furia

Wągliczka -nasza domowa Nocna Furia

Wągliczka -nasza domowa Nocna Furia

Po dziesięciu dniach urlopu przyszedł czas na powrót do domu. Pożegnaliśmy się z rodziną, żałując, że na naszej trasie zabrakło Wrocławia, ale chyba zbyt męcząca podróż byłaby to dla dzieci. Przystanek zrobiliśmy w Krakowie. Powłóczyliśmy się po starówce, zjedliśmy obiad i ponownie ruszyliśmy w trasę. I to w zasadzie koniec opowieści. A podsumowanie…?

Wypoczynek z dziećmi w górach? Tak, zdecydowanie rosną z nich górołazy. I dobrze!

12 thoughts on “WAKACJE Z DZIECIAMI

  1. KBG pisze:

    Fajne rosną Górołazy 🙂 Dały rade a to bardzo dużo 🙂 Jak to mówią niedaleko jabłko pada od jabłoni 🙂 Mają mistrzynie to też się uczą 🙂 Fajny artykuł 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      Dzięki, dzieci w górach to jak lawina, nie wiesz tak naprawdę kiedy się posypie 🙂

      • KBG pisze:

        Oj mam takie same doświadczenie 🙂 Brakowało mi bardzo dodatkowy 4 par oczu i 8 par rąk 😉 a byłam tylko z jednym dzieckiem 😉 Fajnie, że są takie osoby jak Ty, które otwierają dzieci na świat i o tym piszą 🙂

  2. ugoldenbrown pisze:

    Wielu rodziców myśli, że dzieci są za małe, by jechać z nimi w góry, by coś zwiedzać. A jesli jadą , to siedzą w jednym miejscu, grają w jakieś gry komputerowe i udają, że spędzają pozytecznie czas. Dzieci chłoną świat, jak gąbka, potrzebują stymulacji w formie wędrówki, zwiedzania, przez to szybciej się uczą i dorastają. Nie warto trzymać nad nimi klosza, które oddziela je od świata, niech dotkną i posmakują same 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      Zdumiewały mnie dzieciaki na każdym krku. Wciąż to robią, gdy wspominają wydarzenia, na któe my nawet nie zwróciliśmy uwagi. Lubimy zwiedzać, dzieci chyba też.A czy są za małe? Chyba nigdy nie jest się ani za małym, ani za dużym.

  3. dorotanna pisze:

    Twój opis przywolał wspomnienia wakacji, które spędzaliśmy z naszymi, obecnie już dorosłymi, dziećmi. Przemierzaliśmy niemalże te same ścieżki i szlaki … Było wspaniale i uważam, ze wakacje z dziećmi to wielka radość. Potem dochodzi jeszcze satysfakcja gdy przyjdą ze szkoły z lekcji geografii i stwierdzą, że były w tych miejscach, o których była mowa na lekcji.

    • SABATOWKA pisze:

      Radość jest faktycznie. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że dzieci bardziej zapamiętały to, co zwiedzały lub wychodziły ścieżkami niż zabawki, o które było tyle rozpaczliwego krzyku.

  4. agee pisze:

    Autorka tekstu zapomniała o małym szczególe na początku wyprawy… Ów mały szczegół – a właściwie 1 mały (dzidziuch) i 2 duże (już chyba nie dzidziuchy) pozdrawiają 🙂

  5. maszynagocha pisze:

    Wyprawy z dziećmi mnie sprawiały wiele radości, bo to wspaniałe uczucie móc pokazywać im świat. Jest fajnie przedstawiać im to, co sami dawno temu, jako dzieci poznaliśmy. Świetny wpis. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 80,338 VISIT

Archiwum

MAPS

%d blogerów lubi to: