Google+

NIE TAKA ORLA STRASZNA…

22

1 września 2013 - autor: MIŚKA

W drodze

W drodze

Koniec lipca. Małż miał wolne  w połowie sierpnia i kombinowaliśmy, jak ten czas wykorzystać, żeby nie zmarnować go w domu. Z dziećmi? Sami? Jeśli sami, to co z dziećmi? Mama i Heniek zgodzili się wziąć Trutkę i Kuśmika do siebie. Nic nie jest jednak takie proste. Renata jeszcze nie nocowała poza domem. A jeśli zrobi awanturę? Artur od zrazu zadeklarował, że chce do Babci. Renię wysłaliśmy na jedną noc w ramach próby. Poszło. Nie chciała wracać do domu. No to jedziemy. Tylko gdzie? Ja optuję za Węgrami, okolicami Tokaju, szlakami winnic. Przy okazji baseny. Małż chce w góry, na Orlą Perć. Mówi o tym od kilku lat. Co tam od kilku, w zasadzie od czasu, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy sami w Tatry. Marudzę, że pamiętam już zejście z Kościelca, kiedy to zapewniał mnie, iż mam solidne podparcie, a kilka sekund po tym zobaczyłam świat do góry nogami. Dobrze, że odległość między nami była zaledwie metrowa i mnie złapał, ale jakiś dreszczyk niepokoju pozostał. Nie ma co się tłumaczyć zbyt dużymi butami i mniejszą dostępnością dobrego sprzętu. A winko z Tokaju lubimy i arbuzy, i aquapark… Gdzieś w głębi wiedziałam, że i tak stanie na wyjeździe w Tatry. Argumenty, że będzie tam zatrzęsienie turystów oraz że znowu trafimy na deszcz, momentalnie zostały odparte, bo na Orlą nie każdy włazi, a prognozy są znakomite. Poddaję się. Jedziemy w góry.

Tomek zaczął robić zakupy: kije trekkingowe, bo nie mam, rękawiczki bez palców, linki, mapy… – gdzie On chce mnie zabrać?! Przecież ja nie mam kondycji, nie wejdę, a jak wejdę, to nie zejdę, zasapię się i umrę z powodu wyplucia płuc! Albo celowo mnie strąci! „Wyjdziesz, wyjdziesz, nie gadaj. Jest po drodze kilka szlaków na dół, więc zawsze możemy wrócić.” – pociesza Małż.

Akurat, już to widzę! Udaje mi się przeforsować jedynie pomysł, aby zacząć od basenów termalnych, bo po nocnej podróży to ja nie wyjdę na nic wysokiego.

Dzień przed oddelegowaniem dzieci do Bełwina Artur zaczął kaszleć a Renia poskarżyła się na ból ucha. No to już żeśmy pojechali… – chyba do lekarza. Doktor pojawił się od razu, przebadał oba gady i stwierdził, że nic im nie jest. Obiecał solennie, iż w razie potrzeby przyjedzie, zresztą dwóch lekarzy na pewno się dogada.

Pakujemy dzieci, ruszają z mamą i nawet nie chcą pomachać na pożegnanie. To teraz nasze bagaże. Widzę kije przytroczone do plecaków, kurtki, polary i skręca mnie w żołądku. Na mapy nawet nie chcę patrzeć. I jeszcze do tego wstać o czwartej.

W Bukowinie jesteśmy o ósmej. Na basen za wcześnie, więc budzimy chrzestną Małża i wkręcamy się na kawę.

W termach nudzi nam się po godzinie. „Z dziećmi było inaczej, weselej.” – stwierdzamy oboje. Usiłujemy bawić się na zjeżdżalniach, wyłożyć się na wodnych leżakach, trochę pływam. Czas spadać. Odnajdujemy nasze lokum, (a widok z niego przedni), zjadamy obiad przyszykowany przez Władkę (pyszny) i idziemy się przejść. „Może na Nosal… – tak dla aklimatyzacji?” Lubię Nosal, może być.

DSC_0006_1071x1600

Z Nosala w strone Tatr Wysokich

Z Nosala w strone Tatr Wysokich

W połowie podejścia już sapię. „I jak ja jutro mam przejść pół Orlej?” – pytam. „Normalnie”. Na górze pstrykamy parę zdjęć. Jest bezchmurnie, więc mamy widok na piękną panoramę. Schodzimy, Tomek odwozi ciocię na pociąg i idziemy coś zjeść. W zasadzie to ja chcę spać. Długo! Do południa dnia następnego!!! Ale nie, rano mamy wjechać na Kasprowy (takie ułatwienie ze stronu Najdroższego).

Wybieramy nasze wcześniej zakupione online bilety, wsiadamy do wagonika. Miesiąc temu mogliśmy podziwiać jedynie chmury przewalające się przez szczyty. Dziś widok zapiera dech w piersiach! Wysiadamy i od razu ruszamy na szlak. Nie ma na co czekać. Idzie się całkiem wygodnie, tylko muszę przywyknąć do plecaka wypchanego wodą, kurtkami i aparatem. Straszna kobyła z tego Nikona, ale może warto go taszczyć?

DSCN4447_1425x1200

Przed Przełęczą Liliowe

Przed Przełęczą Liliowe

DSCN4442_1600x1200 DSCN4417_1200x1600

Przechodzimy przez Beskid, Liliowe, pod Skrajną Turnią jemy śniadanie. Na Świnickiej Przełęczy głośno przełykam ślinę: „Mam tam wyleźć?! Chyba żartujesz!!!”. Małż ze stoickim spokojem dodaje: „I zejść. A potem dalej, tędy, tędy i tędy.” – palcem pokazuje przebieg szlaku.

Widok na Roztokę Stawiańską - Dolina Gąsienicowa

Widok na Roztokę Stawiańską – Dolina Gąsienicowa

Tam pójdziemy - szczyty Orlej

Tam pójdziemy – szczyty Orlej

Świnica

Świnica

Poprzedniego dnia ze Świnicy spadła dwudziestodziewięciolatka. Prawdopodobnie się poślizgnęła. Jak ja mam wejść na ten szczyt? Nie chcę jeszcze umierać!

Krok za krokiem wspinamy się do góry. Co chwilę robimy zdjęcia, bo trudno przejść obok takich widoków obojętnie. Większość trasy na Świnicę pokonujemy w towarzystwie dwóch par. Mijamy się co kilkanaście metrów, odwzajemniamy uśmiechy, wymieniamy krótkie komentarze. Już pod szczytem trafiamy na towarzystwo wszystkowiedzących, przechwalających się młotków. Widać testosteron i zbyt wysokie mniemanie o swojej wspaniałości u niektórych nie mija po dwudziestce. Zresztą, niech sobie nie mija, ale dlaczego wszyscy mamy wysłuchiwać głupich uwag? „Tacy też się zdarzają” – komentuje jeden z naszych wspinaczkowych współtowarzyszy.

Ruszamy dalej. Teraz trudniejsza część – schodzenie przy asekuracji łańcuchów. Z takimi pomocami nie miałam do czynienia toteż uczę się na miejscu. Tomek schodzi przede mną, podpowiada, udziela rad. Nie jest źle, choć początkowo obawiam się odchylić na naprężonym łańcuchu. Już wiem, po co były rękawiczki. Mimo nich, palce bolą. I stopy, które przy całej swojej zgrabności powciskałam w szczeliny. Pamiątkę mam do dziś na dużym palcu u nogi.

DSCN4514_1200x1600 DSCN4501_1200x1600 DSCN4496_1200x1600

Zaczynam odczuwać zmęczenie. Po zejściu drżą mi kolana. Spodziewałam się zadyszki, bólu głowy, łydek, przecież z kolanami nigdy nie miałam problemu. Dochodzimy do Zawratowej Przełęczy. Zjadamy drugie śniadanie. Odpoczywamy.

DSC_0190_1600x1071

Wśród skał zebrała się już spora grupka osób. Omawiają trasę, żartują, przekonują się do dalszej wędrówki. Różne charaktery można tu spotkać, z większością da się sympatycznie porozmawiać pomimo faktu, że się nie znamy. Taki urok gór.

Biję się z myślami, czy dam radę iść dalej. Wspinać się tak, ale co z zejściem? Sprawdzam kolana – może być. Jeszcze upamiętniamy w fotografii Kościelec i  Zadni Staw Polski.

Zadni Staw

Zadni Staw

DSCN4541_1200x1600

Wspinamy się na Mały Kozi Wierch. Tomek z wysoka pokazuje mi figurę Matki Boskiej. „Taka mała?” – spodziewałam się większej. Coraz pewniej przychodzi mi asekurowanie się łańcuchami, choć bywają chwile, że naprawdę obawiam się o dalszą drogę. Adrenalina buzuje, umykają mi piękne widoki, cały wysiłek wkładam w koncentrację na właściwym postawieniu stopy.

DSCN4477_1200x1600 DSCN4478_1200x1600 DSCN4572_1200x1600

Za nami idzie dwóch panów. Żartujemy, że już nigdy więcej żadnych marzeń o wspinaczce górskiej. Takie krótkie docinki pomagają się jakoś odprężyć. Jesteśmy na Zamarłej Turni.

Przesuwamy się skalnymi ścianami. „Ups! A tu na łańcuch zabrakło?” Przede mną kilkumetrowe przejście po gołej ścianie. Dobrze, że wzdłuż skały jest wąskie oparcie dla stóp i rąk.  „Zamarła Turnia… To gdzieś stąd spadły siostry Skotnicówny.”- przypominają mi się lekcje polskiego. Zerkam w dół: „No rzeczywiście, świat można ujrzeć do góry nogami i bez odpadania od ściany. Wystarczy się odchylić, trochę wyobraźni… i Przyboś jak malowany”:

„[…]

Jak lekko

turnię zawisłą na rękach

utrzymać i nie paść,

gdy

w oczach przewraca się obnażona ziemia

do góry dnem krajobrazu,

niebo strącając w przepaść!

Jak cicho

w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.”

(J. Przyboś; Z Tatr [fragm..])[i]

„Brrr! Dobrze, że chmury nie przełażą i jest sucho”- myślę.

Dochodzimy do Koziej Przełęczy. Decydujemy, że zejdziemy do Koziej Dolinki. Nie jestem pewna, czy moje kolana wytrzymają wejście za Kozi Wierch, o zejściu już nie mówiąc. Nie chciałabym posiłkować się TOPR-em.

DSCN4567_1200x1600 DSCN4562_1200x1600

„Co za zejście! – wściekam się i brzydko szepczę sobie pod nosem. – Najgorszy odcinek z całej trasy!”. „To ja chyba wrócę na górę” – informuję Małża. Jak mam schodzić po tym rumowisku?! Bolą mnie kolana, bolą stopy, tracę kontrolę nad krokiem i nie mam siły przerzucić ciężaru z jednej nogi na drugą. Zwłaszcza na lewą. Wyjmujemy kijki. Muszę nauczyć się poruszać przy ich pomocy, ale przynajmniej mam się na czym oprzeć. Nie spodziewałam się po sobie takiej słabości. Jęczenie, jęczeniem, ale teraz zejście naprawdę boli. Przesuwam się wolniej od ślimaka. Chyba nigdy nie dojdę do końca szlaku.

Wreszcie jest: Zmarzły Staw. Myjemy ręce w lodowatej wodzie żeby pozbyć się potu i opuchlizny. Teraz idzie się znacznie łatwiej, kamienie są większe, stabilne, nie trzeba tak amortyzować kolanami.

Pierszy Zmarzły Staw w tle Czarny Staw Gąsienicowy

Pierszy Zmarzły Staw w tle Czarny Staw Gąsienicowy

Czarny Staw Gąsienicowy

Czarny Staw Gąsienicowy

DSCN4512_1600x1200

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym to już w zasadzie spacerujemy. Okrążamy staw w większej jego części, podziwiamy panoramę gór. Mijamy ludzi siedzących na brzegu i tych kroczących od Murowańca. Przed nami jeszcze krótkie podejście od schroniska do Wielkiej Królowej Kopy i wybór zejścia. Chcemy nadgonić czas zmarnowany przy zejściu do Koziej Dolinki, więc wybieramy krótsze, strome zejście do Doliny Jaworzynki. Ała! Jaki błąd!!! Już oboje narzekamy na palce u stóp oraz ból kolan. Trzeba było iść grzbietami do Olczyskiej! Idziemy dłużej niż żeśmy przypuszczali.

DSC_0257_1600x1071 DSC_0296_1600x1071 DSC_0297_1600x1071 DSC_0308_1600x1071 DSC_0270_1600x1071 DSC_0261_1600x1071

W końcu jesteśmy w Kuźnicach. Już tylko bus, prysznic i na kolację.

W Zakopanem od razu widać, kto był w górach. Po drodze mijamy kilka osób poruszających się takim samym kaczym chodem jak my. To wspólny kod, tajny język górskich turystów.

Rano budzę się obolała. Dziwię się, że nie mam problemu z kolanami czy stopami, a z mięśniami ud, z którymi nigdy nie było żadnego „ale”. Nie ma mowy o Kościelcu. Wybieramy trasę na GPS (geriatryczno-pediatryczno-spacerową) przez Dolinę Białego Potoku na Sarnią Skałę, a stamtąd do Strążyskiej i pod krokiew.

DSC_0377_1600x1071 DSC_0368_1600x1071 DSC_0353_1600x1071 DSC_0351_1071x1600

Ludzi jest mało. Mijamy kilka osób. Wszyscy co chwilę fotografują Biały Potok. Piszczę trochę przy wejściu pod Sarnią, ale jakoś idzie.

DSCN4615_1600x1200

Już  prawie…, jeszcze chwila… i jesteśmy na szczycie. Przed nami piękna panorama z Giewontem w roli głównej. Za plecami rozciąga się widok na miasto, ale on mnie jakoś nie zajmuje. Znajdujemy wygodne miejsce i zjadamy śniadanie.

DSC_0335_1600x1071 DSC_0446_1600x1071

Z zejściem jest gorzej. Zsuwam się prawie na tyłku. Na niewybredny komentarz pana w podeszłym wieku: „O, poczekaj wnusiu, bo ta pani ma widać jakiś problem” odpowiadam: „Ta pani ma problem, bo wczoraj przeszła pół Orlej Perci”. „A, to już rozumiem” – odpowiada pan, a ja schodzę dalej.

Popołudniu wybieramy się do Białki, do saunarium. Trzy godziny relaksu zdecydowanie poprawia nam nastrój. Może jutro już nie będzie bolało…?

Guzik! Nadal mam zakwasy.  A przed nami podróż powrotna do domu.  Sprzątamy bałagan, pakujemy manatki i do auta. „To co? Na zakończenie znowu sauny?” – pyta Tomek. Oczywiście, że tak!

Burżujski pobyt w Białce dobiegł końca. Wsiadamy do auta i ruszamy do Przemyśla. Trzeba jeszcze odebrać dzieci, rozpakować się, nastawić pranie… Wracamy do rzeczywistości.

A co z moimi winnicami? Tokaj kupiliśmy w spożywczym. Może innym razem, kiedy nie będę już w stanie przejść Orlej Perci. A przecież została jeszcze druga połowa – ta od Granatów do Koziej przełęczy (znowu).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


[i] http://www.wiersze.annet.pl/w,,13757

Reklamy

22 thoughts on “NIE TAKA ORLA STRASZNA…

  1. dorotanna pisze:

    Podziwiam i gratuluję! Przejść choć kawałek Orlej to jest coś …

  2. Kacper pisze:

    Aż mnie ciary przeszły jak czytałem. Po górach chodziłem raz. Niestety kolana i kręgosłup rozwalone przez nurkowaniu (butle trochę ważą) więc po górach mogę łazić dzień czy dwa, potem regeneracja. Marzę o Giewoncie i Olej Perci ale chyba bez przygotowania i kogoś kto zna Tatry na Orlą bym się nie wybrał.
    Gratuluję zdobycia.

  3. Zmarzły Staw oglądałem dawno temu, pod koniec maja, kiedy jeszcze był zamarznięty. Wszystko inne się zgadza.
    Nie miałem nigdy zakwasów, bo nauczono mnie żeby wieczorem po ciężkiej wyprawie jednak trochę jeszcze pochodzić.

  4. maszynagocha pisze:

    Moje gratulacje. A tak w ogóle, to zazdroszczę Wam tych widoków. Tak dawno nie byłam w górach. 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      Dziękujemy. My czekaliśmy siedem lat, a i wtedy przez tydzień padał deszcz. W tym roku byliśmy dwa razy, w tym jeden z dziećmi, więc o chodzeniu nie było za bardzo mowy. Odbiliśmy sobie drugim razem.

      • maszynagocha pisze:

        I tak Wam zazdroszczę. Urodziłam się w Bielsku-Białej, miałam niańkę góralkę i całe dzieciństwo i okres podlotkowy jeździłam w Tatry w każde wakacje i nie tylko. Cóż dziwnego, że człowiek tęskni, choć to już nie te same góry, nie te same wsie. 🙂

  5. KBG pisze:

    Gratulacje 🙂 Piękne zdjęcia i fantastyczny opis 🙂 pełen emocji i wzruszeń 🙂 cudownie 🙂 prawie jak kozica 😉

  6. ugoldenbrown pisze:

    Jestem zauroczona zdjęciami i opowieścią 🙂 Dla takich widoków warto mieć zakwasy, bo żadne foldery, ani albumy nie oddadzą tego nastroju, który samemu się odczuło :)) Cieszę się, że tu trafiłam i widzę, że czeka mnie sporo ciekawej lektury.
    🙂

  7. katzebemol pisze:

    Zdjęcia bardzo ładne! 🙂
    Gratuluje przejścia fragmentu Orlej!
    Nie był to może zbyt dobry pomysł, wybrać Orlą Perć jako pierwszą, lepiej najpierw pójść na Zawrat, Rysy czy Kościelec… Ale poradziliście sobie i to jest najważniejsze. Jeszcze raz gratuluję. 🙂
    A ci pseudoturyści co z Was się naśmiewali, to wykazali się szczytem buractwa! Na tak przepaścistym i trudnym szlaku jakim jest Orla Perć po pierwsze nie wolno chojrakować i pokazywać kim to się nie jest. Może bardzo źle to się skończyć. Do gór należy mieć szacunek, a tym burakom go z pewnością zabrakło. A po drugie bezwzględnie nie wolno stresować innych!
    serdecznie pozdrawiam! 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      Dzięki. Orla Perć to moje ósme przejście, z tym, że po raz pierwszy wziąłem na nią Małżonkę Najkochańszą (która nie po raz pierwszy w górach, a pierwszy raz na Orlej). Co do Turystów, sam wiesz, że są tacy sami jakie społeczeństwo. Nie warto zwracać uwagi. A Tatry kochane są najpiękniejsze poza sezonem 🙂 koniec września, październik. Uszanowanie.

  8. Amy pisze:

    How amazing! Congratulations! These are great shots.

  9. signe pisze:

    oj, dawno nie byłam, piekne stawy, wszystko piękne, te łańcuchy na rumowisku pamiętam, ale najgorszej rzeczy dla mnie tu nie ma na szczęście 🙂

    • SABATOWKA pisze:

      a najgorsza rzecz jakiej brakuje w opisie to…?

      • signe pisze:

        to jest trudne pytanie, bo niektórzy mówią, że tego w ogóle tam nie ma, ale powiem, bo dwa razy było: z Hali Gąsienicowej przez Zawrat do Pięciu Stawów, niedużo przed wierzchołkiem Zawratu od strony Gąsienicowej nie ma łańcucha i klamry, ściana jest odchylona tak, że człowiek też musi się odchylić i jest, hm, coś w rodzaju ubitej ziemi, nie skały, szerokości dwóch stóp (może mi się pomniejszyło w pamięci), taki nawis i kiedy pada deszcz, to koniec, myślę sobie, no ale żyję 🙂

  10. guenphoto pisze:

    Żeby się nie rozpisywać – świetne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 84,623 VISIT

MOST POPULAR

Archiwum

%d blogerów lubi to: