Google+

Her Majesty Jagodzianka, the cow.

20

1 Maj 2013 - autor: SABATOWKA

DSCN1055_1200x1600

Jagodzianka przybyła do nas w 1990 roku. Opuściliśmy stadninę i poszli na tzw. „swoje”. Nasz stan posiadania nie był powalający. Oprócz „swojego” (obciążonego kredytem) gospodarstwa mieliśmy dzieci, psa i starego malucha. Trochę wcześniej podobną decyzję podjęła pracująca w Stubnie para weterynarzy, Maciek i Marzena. Mieszkali już wtedy pod Warszawą i byli lepsi o jedno dziecko i krowę rasy Jersey z cielęciem. W stadninie byliśmy dobrymi kumplami i koleżeństwo to zaowocowało prezentem w postaci cielaka. Wyjęliśmy więc fotel pasażera z naszego malucha i ruszyliśmy do Warszawy.

Maciek stawiał właśnie dom ze skrzynek po amunicji, a w obórce stała jersey’ka Jagoda wcale z nie taką już małą cieliczką. Sama historia życia Jagody jest bardzo skomplikowana i posiada wątki sensacyjne. Tak czy inaczej, młodą ochrzciliśmy Jagodzianką i zaopatrzeni przez Maćka w Domosedan oraz słomę do wysłania malucha, ruszyliśmy w drogę powrotną.

Prowadził Najlepszy z Mężów, a ja klęcząc przytrzymywałam Jagodziankę w pozycji leżącej. Jako tako szło nam do Lublina. Tam trzeba było zatankować. NzM poszedł do kolejki, bo najpierw trzeba było zdać „kartkę na kartki”, potem, na tej podstawie, kartkę na paliwo i dopiero wtedy można było zatankować.

DSCN1057_1149x1600

Kiedy ustało uspokajające kołysanie samochodu, Jagodzianka postanowiła wstać i rozejrzeć się trochę. Wydała głośny, jak na takie cielę, ryk i zaczęła opuszczać malucha ze mną na grzbiecie. Kolejki po paliwo były wtedy gigantyczne, więc nudzący się kierowcy otoczyli samochód z ciekawością oglądając nasze zapasy. Nadmieniam, że już wtedy na podłodze malucha można było sadzić ziemniaki. Wśród audytorium nie było wcale NzM, który, co zauważyłam kątem oka, przechadzał się nerwowo po drugiej stronie stacji benzynowej, udając, że nic go nie łączy z podskakującym czerwonym Fiatem 126p. Dalej było coraz weselej.

Jagodzianka miała najwyraźniej dość naszego towarzystwa i postanowiła podróżować na piechotę. W odpowiedzi zdecydowaliśmy się podać jej środek uspokajający. W ciasnocie, przy podskakującym cielaku NzM podał za dużą dawkę. Prawdę mówiąc dawkę letalną. Nie powiedział o tym, tylko nonszalancko kazał mi tylko sprawdzać tętno i liczyć oddechy cielaka. Potem niby nic, ot tak sobie, opowiedział mi, jak się przeprowadza sztuczne oddychanie usta – śluzawica.

Jakoś Domosedan nie bardzo podziałał, bo Jagodzianka dojechała żywa, energiczna i wściekła. Z samochodu wyskoczyła z gracją, a za nią wytoczyłam się ja – zupełnie zdrętwiała od długiej pozycji na klęczkach. Miałam wrażenie, że nigdy nie zdołam się wyprostować.

DSCN1053_1200x1600

Małe jersey’ki są prześliczne. Ogromne oczy ocienione długimi rzęsami, delikatne sarni nóżki – wypisz wymaluj Bambi z filmów Disneya. Kiedy dorosną, też trzymają standard kreskówek. Piękne oczy, zgrabne nogi, małe wymię, ciekawe umaszczenie. Co więcej, ich mleko ma wyjątkowo dużą zawartość tłuszczu (6-7%) oraz białka i wspaniały smak. Przez wiele lat mieliśmy własne masło i sery, których wyrobu uczył mnie Nikos z Bieszczad.

Jagodzianka wychowywała się z końmi, jadła z końmi i zachowywała się jak koń. Wieczorami, kiedy całe stado wracało do domu, środkiem galopowała Jagodzianka figlarnie powiewając wymieniem. Po pewnym czasie okazało się to kłopotliwe, bo krówka nie szanowała ogrodzeń i pociągała konie za sobą. Została więc wyeksmitowana ze stada i odtąd pasła się samotnie. Niestety, w bardzo szybkim czasie nauczyła się wyciągać rogami palik, przy którym była uwiązana i gnała do koni taranując po drodze ogrodzenia. Przyszło nam przywiązywać ją tylko przy stałych punktach, jak na przykład drzewa.

Powrót Jagodzianki z pastwiska był bardzo szybki i spektakularny. W tempie dobrego wyścigowego kentru galopowała krowa, a na końcu łańcucha powiewał Najlepszy z Mężów lub ja – z trudem łapiąca oddech. Iwona odmówiła sprowadzania krowy po tym, jak na końcu łańcucha była zmuszona zwiedzić cztery nasze sady rozsiane po polach.

DSCN1054_1200x1288

Pamiętam jak któregoś dnia prowadziłam Jagodziankę do jej boksu. Była trochę oporna, więc stojący obok kolega spróbował pogonić ją mopem. W pierwszej chwili Jagodzianką zatrzęsło z oburzenia, a po tym ruszyła na niego z bojowo nastawionymi rogami. Kolega salwował się ucieczką przez ogrodzenie oddając skok godny Jacka Wszoły.

Inny znajomy chciał sfilmować Jagodziankę. Była taka śliczna! Skończyło się rozbiciem kamery, zaś na filmie ujrzeliśmy krówkę blisko, coraz bliżej, a potem tylko stopy operatora poruszające się szybciej i szybciej.

Dziś Jagodzianka chadza wolno i majestatycznie jak przystało na emerytkę. Przez dwadzieścia trzy lata pobytu u nas nigdy nie zachorowała, co jest kolejnym powodem, dla którego warto jest mieć krowę tej rasy. Jeśli ktoś ma zacięcie do łamania przepisów lub stawiania oporów Unii, Jagodzianka może być prawdziwym wzorem. Wszak liczy już dwadzieścia trzy lata i za nic nie chciała zmieścić się w średniej życia zawartej w formularzach.

DSCN1047_1600x1200

Czy pisaliśmy, że w Sabatówce mamy strumyk? Oto on.

DSCN1044_1600x1200

W zakolu osiedliły się trzy kaczki, które od czasu do czasu z ogromnym wrzaskiem wylatują z nadbrzeżnych krzaków powodując małe pandemonium wśród koni na wybiegu. Frazes „Wsi spokojna” uważam za wielce przereklamowany. Sesja zdjęciowa kaczek spełzła niestety na niczym. Widać, tak jak Jagodzianka, chronią swoją prywatność.

DSCN1049_1600x1200

Reklamy

20 thoughts on “Her Majesty Jagodzianka, the cow.

  1. lo pisze:

    La bête est magnifique !

  2. KBG pisze:

    niesamowity dar opisywania 🙂 trzeba było by to wydać 🙂 oj tak 🙂

  3. Genialne! Niesamowity talent gawędziarski!!! Czytając śmiałam się w głos!
    Pozdrawiam serdecznie. Wielki szacun ;-D

    • SABATOWKA pisze:

      E, „szacun”. Czuję skutki uboczne trwania roku szkolnego. A talent… – cóż, dziękujemy. Tylko opisaliśmy parę faktów z życia Jagodzianki.

  4. Gdybym miał swój strumyk to już bym w ogóle nic nie robił. To całe szcześćie, że nie mam strumyka.

  5. maszynagocha pisze:

    Zawsze chciałam mieć jerseykę, ale jakoś nie wyszło. To takie, można powiedzieć, araby wśród krów. Mieliśmy zwykłą, czarno-białą Melę, o której pisałam na moim blogu. Wyobrażam sobie tę jazdę maluchem. My, naszym maluchem woziliśmy tylko kozy i kucyka, a i tak było wesoło.;-) Z cieliczką nie próbowaliśmy. Szacun. Opowiadanko pierwsza klasa. Masz poczucie humoru. Gratuluję.

  6. andrzej1234 pisze:

    Prawdziwe szczęście móc funkcjonować poza miastem. Może kiedyś mi się uda. Póki co pozostaje zazdrościć 🙂

  7. . . . fantastyczny dar opowiadania . . . .
    . . .pozdrawiam Lisowczyków ! ! !

  8. jacek29 pisze:

    Hahahha ,ciekawe I wesole .pozdro Jacek

  9. po dniu w pracy kiedy wydaje ci się , że nic cię nie zaskoczy Jagodzianka jest mega zaskoczeniem.Proszę piszcie o swoich przygodach ze zwierzakami bo to czyta się jak baśnie,świetny styl,gratulacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 82,335 VISIT

Archiwum

%d blogerów lubi to: