Google+

RASHOMON.

4

11 marca 2013 - autor: SABATOWKA

skanowanie0003_1600x1118

Kiedyś, korzystając zapewne z nieuwagi rodziców, obejrzałam, jako zupełnie nieletnie dziecię, film Kurosawy Rashomon. Obejrzałam i dech i zaparło ze zdumienia! Odkrycie, że tą samą sytuację można postrzegać w krańcowo różny sposób było dla dziecka  szokiem. Tę lekcję zapamiętałam na długo. Dlatego nie dziwię się czytając wpis Miśki, że widziała czas początków stadniny inaczej niż my, dorośli. Raczej wdzięczna jestem losowi, że dzieci pamiętają słoneczne chwile, a nie czarne chmury, które często nad nami wisiały.

Bo było to tak:

Po wyborach w ’89 roku miało zapanować szczęście i cała gospodarka hamowana przez nieudolne rządy „komuchów” miała ruszyć do przodu, a my wraz z nią. Do dobrobytu!

Rzeczywistość okazała się trochę inna. Nastąpiła planowana likwidacja Państwowych Gospodarstw Rolnych. Jednym z pierwszych był Gruszowicki Kombinat Rolny, w skład którego wchodziły SK Stubno i SK Kalników. Zmiany reorganizacyjne były długie, degeneracja powolna, ale kierunek jeden i nieubłagany – likwidacja. Państwowy, a więc niczyj, majątek rozgrabiano na lewo i prawo.

Źle działo się również w służbie zdrowia. Obiecane postulaty pozostawały dalej w sferze obietnic, pensje miały coraz niższą wartość, przychodziły nieregularnie, mówiono o rychłym bankructwie ZOZ-u. Część pracowników uciekła na renty, część postanowiła pójść na swoje.

Ponieważ nasze niedostatki zdrowotne widziałam jedynie w sferze zdrowia psychicznego, wybraliśmy drugie wyjście. Ulegliśmy czarowi popularnego wówczas hasła: „Jak nie my, to kto? Jak nie teraz, to kiedy?” i postanowiliśmy kupić gospodarstwo.

Miejsce wskazał nam dyrektor Czesław Sikora. Pamiętam jak dziś: Staliśmy w trójkę na skraju ogromnej łąki. W głębi, wśród sięgających do pasa traw, kwiatów i dorodnych pokrzyw, tkwił długi, biały budynek owczarni. W tle niebieskie wzgórza i zielone lasy.

Pan Sikora okrągłym ruchem ręki objął tę przestrzeń i zakrzyknął gromko: „Podole!”, a my powtórzyliśmy za Nim ciszej (jako że szacunek do ciała kierowniczego tkwił w nas głęboko): „O tak  – Podole!”.

Cóż, przez te wszystkie lata bywało różnie. Były chwile, które wspominam z rozrzewnieniem i te, o których nie chcę pamiętać. Imaliśmy się każdej pracy: zbieraliśmy zioła (centuria, wiesiołek, świetlik), sprzedawaliśmy jabłka ze starych sadów (w rekordowym roku za zebrane owoce nabyliśmy kalcz Dambę), Heniek hodował krowy, byki i loszki. Zbieraliśmy i sprzedawaliśmy siano nie mając praktycznie żadnego swojego sprzętu. Aby spłacić kredyt, pracowałam na dwa etaty. To wszystko z dwójką maluchów pętających się przy spódnicy. A jednak – nie pamiętam kłopotów z dziećmi. Dzielnie nam pomagały. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, jakże ogromne mieliśmy szczęście mogąc pracować bez obawy o ich bezpieczeństwo.

Te pierwsze lata wspominam jako bezustanną walkę z pogodą. Zupełnie nie mogłam zrozumieć, że mój wpływ na warunki atmosferyczne jest żaden. Wciąż uważałam, że jeśli jeszcze bardziej się pospieszę lub lepiej się postaram, to zbierzemy siano bez deszczu lub ogrodzimy padok zanim susza zamieni ziemię w kamień.

Do pewnego dnia.

Znajomy rolnik, właściciel sporej hodowli krów, zaproponował nam układ: on da maszyny, my łąki, a pracą i sianem się podzielimy. Przystaliśmy oczywiście. Umówionego dnia Pan Choma zajechał na nasze gospodarstwo. Wyglądał tak, jak powinien wyglądać rolnik: suchy, siwy, o miłej, spalonej słońcem i pokrytej bruzdami twarzy. Dwaj synowie stanowili młodsze kopie ojca. Przez dwa dni, od świtu do nocy, wrzała praca i prawie całe siano spoczywało spokojnie w stodole, gdy od wschodu zaczęły napływać kłębiaste chmury.  Nie potrafiłam przerwać pracy, kiedy pierwsze krople zaczęły bębnić o dach, ani wtedy, gdy deszcz lał z całą siłą. Powstrzymały mnie dopiero stanowcze słowa Pana Chomy: „Na dziś wystarczy. Przyjedziemy jutro, w niedzielę”.

I przyjechali. Na ognisko. Z zimnym piwem i kiełbasą. O mało nie umarłam z rozpaczy! Jakie ognisko, kiedy jest jeszcze tyle roboty!!! To marnotrawstwo! Chyba moje uczucia musiały odbić się na twarzy, bo na ramieniu poczułam twardą rękę: „Dziecko, na wszystko jest czas. Jest czas na pracę i czas na zabawę, i na deszcz. Zapamiętaj.”

Zapamiętałam. Od tego czasu nie wygrażam już chmurom pięścią (a jednak od czasu do czasu, po cichutku klnę).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

4 thoughts on “RASHOMON.

  1. maszynagocha pisze:

    Wspomnienie stadniny Stubno budzi mój ogromny sentyment. W czasach studenckich jeździłam tam bowiem nie raz, przy różnych okazjach. Było to jeszcze za „panowania” niezapomnianego koniuszego Parkasiewicza. Ech! Wspomnienia. Pozdrawiam.

    • SABATOWKA pisze:

      Parkasiewicza?! To mogłyśmy się spotkać!A pamietasz pana Wotę i Zagrodzkiego?

      • maszynagocha pisze:

        Nie pamiętam. Ale ja jeździłam tam na obozy studenckie i z różnych okazji, np wyźrebienia w okresie wielkanocnym. Pamiętam, że w stajni sportowej stał srokaty kucyk miniaturowy, ogierek Laluś. Laluś skakał całkiem dobrze przez przeszkody i nawet kiedyś nasza koleżanka Ewa husarska dała się podpuścić i skakała na nim. Był to pokaz ekwilibrystyki, bo to był naprawdę maleńki konik i dorosły człowiek nie miał gdzie nóg podziać. Mieliśmy wszyscy kupę zabawy a pan Parkasiewicz aż się popłakał. Był też wałach Berek, niezły sportowo. Nazwisk pracowników nie pamiętam, bo interesowały nas głównie konie.;-)

  2. maszynagocha pisze:

    Raz jeszcze przejrzałam ten wpis i oglądając zdjęcia uświadomiłam sobie, jak ciężko pracowaliście i pracujecie. Kapelusze z głów, naprawdę. Sami mieliśmy przez jakiś czas 100-hektarowe gospodarstwo bez umaszynowienia po zlikwidowanym PGRze. Mieliśmy tylko konie, kury i 2 jałówki, ale wiem ile pracy kosztuje takie życie. Pozdrawiam.:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Google Translate

  • 82,335 VISIT

Archiwum

%d blogerów lubi to: